Robi sens. Szczegolnie sluszna uwaga o kontuzjach w pierwszym i ostatnim dniu nartowania. True, true jak to sie powszechnie w naszym kraju mowi. Jak rowniez podstawowy powod urazow: niedostosowanie predkosci i sposobu jazdy do umiejetnosci i okolicznosci na trasie.
Tak sobie w mysli przelatuje wszelkie urazy jakie w narciarskim zyciu doznalem i analizuje ich przyczyny. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, trzeba tez rozwazyc i takie, dosc czeste, w ktorych do urazow nie dochodzi, ale o malo co. Mielismy szczescie, Aniol Stroz nie zaspal, a moze uratowala nas intucja i eksperiencja, ktora pomaga wyjsc z opresji w sytuacjach skrajnych. Wiele takich "o maly wlos" zaznajemy na nartach, jezdzac na rowerze czy samochodem, a nawet idac. No wiec analizujac te wszystki moje "urazliwe" zaszlosci, do ktorych doszlo lub prawie doszlo, moge sie tylko zgodzic z autorem artykulu. Kilka przykladow.
Zlamana... narta (drewniane Rysy) na Gubalowce w dawnych czasach, koniec lat 60-tych. Wlasnie opanowalem jazde rownolegla, powiedzy smig. Taki sie mocny poczulem, ze w pewnym momencie... wylecialem z trasy, jedna narta sie wbila w ziemie, korpus polecial dalej, kolano wytrzymalo i... trach, narta sie zlamala.
Jazda na kreche z Buli na Kasprowym, tez dawne, licealne czasy. Glupi pomysl. Szalenczy ped i tylko koledzy machaja z dolu i cos krzycza, tez szalenczo. Zbyt szalenczo na okazywanie entuzjazmu. Oni rozpaczliwie krzyczeli bym uwazal, bo w poprzek trasy, na wysokosci szyi skulonego w jezdzie narciarza, rozwieszona byla lina stalowa. Dlaczego, po co? Nie wiadomo. Oczywiscie liny nie widzialem, ale krzyki kolegow uczulily mnie, ze cos tu grozi. Pewne jest tylko to, ze gdybym w ostatniej chwili nie kucnal, nie pisalbym dzis tych slow.
Malinne Brdo na Slowacji. Twardo jak diabli. Co mnie starego podkusilo by pojechac na wprost dosc szybko na karwingowych nartach (21 m promien skretu, a wiec dosc "proste"). Brak wyobrazni, te narty bardzo nie lubia szybkiej jazdy na wprost. Jedna z krawedzi z przodu zalapala i jak mnie nagle praslo o czysty lod, tak do dzisiaj (a minely dobre 4-5 lat) czuje prawe biodro.
Madonna, 3-4 lata temu. Zjezdzam latwa czerwono-niebieska trasa. W poprzek jedzie grupka maluchow za instruktorem. I znow, co mnie starego podkusilo, by probowac przejechac miedzy nimi, zamiast cierpliwie poczekac? Nie pamietam juz co sie dzialo, ale do nieszczescia bylo blisko. Zle sobie obliczylem trajektorie, moja lub jednago z malcow. Zdaje sie, ze zlapalem go pod pachy i przewiozlem kawalek. W kazdym razie wstyd jak beret.
Użytkownik o_andrzej edytował ten post 23 grudzień 2010 - 12:42