po obejrzeniu filmów filinatora, zdałam sobie sprawę, że umiejętność upadania jest ważna, ale w niektórych sytuacjach z tej wiedzy i tak nic nie wynika...
Ja jestem uczona stara szkołą jazdy na nartach i zaczynałam od uczenia się bezpiecznego upadania, czyli zawsze do stoku... Nie wiem, czy dalej od tego się zaczyna, czy też nie...
Myślę natomiast, że nawet pomimo mojej wiedzy i umiejętności, w skarjanych przypadkach po prostu lecę lub polecę na łeb, zrobiłam/zrobię kilka widowiskowych fikołków i zawsze będę mieć nadzieję, że w końcu zatrzymam się bezpiecznie dla siebie i innych i w jednym kawałku!
Wiem, że naturalną reakcją organizmu w czasie wszelkiego rodzaju wypadków/upadków jest to, że mięśnie napinają się samoistnie i chronią szkielet. Czy jednak zapis w mózgu "do stoku" plus sygnał z mózgu "napinamy" są wszystkim na co mnie stać, co mogę zrobić dla siebie i innych? Dla innych to jeszcze mogę się drzeć, żeby zdążyli uciec, ale czy coś jest coś co jeszcze mogę zrobić?
Macie jakieś doświadczenia/wiedzę upadkową?
Dziękuję i pozdrawiam, Ola
Użytkownik Osetia edytował ten post 12 listopad 2009 - 11:53











