- coraz mniej opuszczonych zakatkow, otocznie sie cywilizuje, niestety. Powstaja nowe domy w miejscach opuszczonych i uroczych, dotychczas polne, czesto kamieniste trasy, brukuje lub asfaltuje sie. Troche zal. Np. moj ulubiony zjazd w okolicach Kopca Kosciuszki. Dotychczas byl tam dosc stromy, mocno nierowny, czasem nawet niebezpieczny (przy duzych opadach tworzyly sie koleiny) zjazd. Niekiedy wyskakiwalem tam z pracy na odrobine adrenaliny. Skonczylo sie, polozono tam rozowa kostke. Nie wspominam juz o "deptaku" do Tynca. Kiedys wiodla tam walami piekna, dzika polna sciezka. Bylo pusto. Dzis tlumy rowerzystow i rolkarzy.
- sporo rowerzystow, znacznie wiecej niz 2-3 lata temu, kreci sie na trasach w tym niemalo samotnych dziewczyn i kobiet poubieranych w ladne obcisle ciuszki. Nawet dla mnie, starego, pelna dekoncentracja.
- coraz bardziej zadowolony jestem z mojego nowego roweru. Doceniam zalety fulla, a wiec pelnej amortyzacji. Wielka frajda jest jezdzenie po nierownych sciezkach bez odrywania d... od sodelka. Na sztywniaku tak sie nie dalo. Adam wie o czym pisze.
- wciaz nie moge sie zdecydowac co daje mi wiecej frajdy: rower czy narty














