Użytkownik o_andrzej dnia 02 kwiecień 2011 - 20:47 napisał
Na dojeździe
Najkrótszą drogą mam do linii podgórskiego lasu 1,5 km. Na niej nie ubieram bo 100% wiedzie lekko pod górę ścieżką rowerową. Żeby dojechać do stóp górek Beskidu Niskiego muszę przejechać już 4 km. pokonując szybkie asfaltowe zjazdy pokryte miejscami pozimowym piachem i żwirem. Widząc różnicę pomiędzy gruchnięciem z siodełka na dość twardy asfalt, a zmoczeniem tyłka i nasypaniu się śniegu do rękawa przy upadku (w 99% miękkiemu) na nartach, na szybkich asfaltowych i kamienistych trasach ubieram kask. Pod górę jadąc z prędkością 15, a nie rzadko 7 km/godz dla mnie jazda w kasku to lekka przesda.
Tak więc, rowerem na Szyndzielnię, Magurkę czy Skrzyczne nigdy. Na dół ubieram, bo nie przeszkadza, a szlaki potwornie kamieniste i drzewa dość blisko, a rower zatrzymuje się bardzo niechętnie. Po asfalcie na dojazdówce do domu prawie cały czas w dół prędkość 50-60 km/godz więc oczywiście w kasku.
Gładki, bezproblemowy w jeździe i szybki asfalt ma wredną cechę: usypia czujność. Przekonałem się o tym (nie na własnej skórze) bardzo wiele razy, kiedy to prawie 100% wywrotek miało miejsce właśnie na asfalcie, a nie na bardzo trudnych górskich ścieżkach.
Na nartach niestety nie używam, bo uważam, że kask narciarski to nie moda, ani konieczność tylko zwykła samonapędzająca się histeria przyjmująca coraz częściej tragikomiczną formę.











