Dzień 1
AD 2011 dnia 5 stycznia o godzinie 6:30 w mroku i mrozie (na początek -6), dwóch panów (Pazur i Kiedar) połączyło się telefonicznie w celu wspólnego kolędowania do matecznika narciarzy leni - Białki Tatrzańskiej. Po ustaleniu strategi przejazdu wsiadamy w auta i "mkniemy" do Białki pod moim przewodnictwem, jednak Pazur znudzony monotonią podróży, tuż przed Myślenicami wyrywa do przodu i pędzi na spotkanie przygody narciarskiej co koń (mechaniczny) wyskoczy, pozwalając mi jednak w New Targu przejąć prowadzenie - jak się okaże tylko dlatego, że z lenistwa nawet na drogowskazy nie chciało się mu patrzeć. Dzięki niesłychanemu pędowy Pazura do nart w piękny, mroźny (-15) poranek, meldujemy się na parkingu pod Banią. Okazuje się, że przed nami na parking zdążyła zawitać jedynie barierka rezerwująca miejsce dla inwalidów. Jednak by w wigilie Trzech Króli nie być tylko we dwóch, stawiamy Fana na nogi i o godzinie 8:55 w składzie Pazur, Fan, Syn Fanowy, Kiedar wyruszamy na podbój Białki.
No i w zasadzie w tym momencie było już po emocjach:
- sztruks i dobrze przygotowane stoki na całej Kotelnicy
[attachment=6936:01.jpg] [attachment=6937:02.jpg] [attachment=6938:03.jpg] [attachment=6939:04.jpg] [attachment=6941:06.jpg] [attachment=6942:07.jpg] [attachment=6943:08.jpg] [attachment=6944:09.jpg] [attachment=6945:10.jpg] [attachment=6946:11.jpg] [attachment=6947:12.jpg] [attachment=6948:13.jpg] [attachment=6950:15.jpg]
- było tak nudno, że jeden facet to nawet książkę czytał na orczyku (niestety kryminał, nie żadną pozycję narciarską z której mam działkę
[attachment=6940:05.jpg]
- gdy na dole tłum do kanapy był już 40 minutowy
[attachment=6951:16.jpg]
my na spokojnie obracaliśmy orczykiem z dołu do góry.
O godzinie mocno po 13-stej stwierdziliśmy, że pora zjechać na dół, by wypić kawę, kupić oscypka, strzelić pamiątkowe fotki
[attachment=6953:18.jpg] [attachment=6956:21.jpg]
i udać się każdy w swoją stronę - tzn Pazur do domu, ja dzięki uprzejmości Pawła i jego rodzinki na super kwaterę i jak przystało na Trzech Króli, iście królewski obiad u przesympatycznej i miłej Pani Beaty
(dla zainteresowanych, jeśli Paweł pozwoli, namiary kwatery z super jedzeniem zdradzimy na PW).
Po obiedzie 2 godziny dla słoniny i o 18:50 meldujemy się w Jurgowie, ale z racji, że jest z nami 6 letnia narciarka, a my stoku nie znamy zupełnie wracamy do Białki i korzystając z kanapy na Banię, a potem z 3-osobowej na Kotelnicę (bo na szóstce był dziki tłum, choć inne kanapy były bez kolejek) wytransportowaliśmy się na samą górę. Tam przyjęliśmy obraną do południa taktykę i nie odwiedzając dolnej stacji 2 godziny jeździliśmy non stop trasami wzdłuż wyciągu nr 10 gdzie nie było ani minuty przestoju w kolejce
[attachment=6954:19.jpg]
O godzinie 21:30 już mocno zmęczeni i nieźle zmarznięci udaliśmy się na kwaterę, w celu spędzenia wieczoru na miłych pogaduchach i oczekiwaniu na zmienników Pazura - Jacka i jego syna, którzy po paru przygodach dotarli do Białki o północy w 19-sto stopniowym mrozie.
Dzień 2
Po przespaniu nocy w ciepełku, lekkim śniadaniu o godzinie 9 wyruszyliśmy do Jurgowa.
Na miejscu nie było jeszcze tłumów, na parkingu były wolne miejsca jeszcze w jego pierwszej części, spokojnie zakupiliśmy bilety i orczykiem wyjechaliśmy w górę. Pogoda była jeszcze piękniejsza niż dnia pierwszego: mróz raptem -10, słońce i piękne widoki jakich chyba tylko Jurgów może dostarczyć. Trasy 1, 2 i czarna 5 przygotowane dobrze, choć o dziwo w gorszym stanie niż dzień wcześniej w Białce o 18:30.
Trasa nr 3 przywitała nas "kartofliskiem" tzn grudami zmielonego lodu (o średnicy około 2-3 cm) na całej szerokości trasy i tak mniej więcej na połowie jej długości.
[attachment=6963:207.jpg] [attachment=6957:201.jpg] [attachment=6958:202.jpg] [attachment=6962:206.jpg] [attachment=6961:205.jpg] [attachment=6960:204.jpg] [attachment=6959:203.jpg]
Tłum jednak gęstniał z minuty na minutę, ku naszemu zdziwieniu zaczęli zjeżdżać nawet Słowacy, ścisk i tłok, oraz pęd do krzesła był taki, że na koniec narty trzymaliśmy w kolejce już w rękach, by nie zmasakrowali ich kolejkowicze za nami
[attachment=6964:208.jpg] [attachment=6965:209.jpg]
O 12:30 postanowiliśmy zrezygnować z towarzystwa tak "miłych" gości ośrodka i udaliśmy się ponownie na kwaterę.
Po wypiciu kawy, solidnej dyskusji o warunkach i wrażeniach z dnia dzisiejszego, ja udałem się do Krakowa, a panowie zostali na dalsze wspólne odkrywanie podhalańskich stoków.
Na koniec relacji bardzo dziękuję wszystkim spotkanym forumowiczom, tj Fanowi i jego rodzinie, Pazurowi i Vanowi z synem. Panowie jazda z Wami na nartach to sama przyjemność bez względu na temperaturę












