Polskie stoki narciarskie z roku na rok są coraz gładsze, równiejsze i profesjonalniej przygotowane. Muldy wybito niemal co do jednej. Jest się czym cieszyć? Niekoniecznie. Przynajmniej z punktu widzenia freeriderów, którzy wolą jeździć na stokach, gdzie puch jest nietknięty gąsienicą ratraka. Zainteresowanie taką aktywnością socjolog będzie pewnie tłumaczył tym, że przedstawiciel klasy średniej nie ma zbyt wielu sytuacji w życiu, które powodowałyby wzrost poziomu adrenaliny, i zwyczajnie szuka guza, narażając się na lawiny, kryjące się pod śniegiem skały czy pnie drzew, które czasami służą freeriderom za tyczki slalomowe.
W polskich warunkach można pojeździć poza trasą, ale nie da się zaplanować wyjazdu tak jak urlopu w austriackich kurortach. Kluczem są odpowiednie warunki, których nie wolno przegapić. Dlatego freerider już od października zaczyna poranny przegląd internetu od sprawdzenia prognozy pogody. Służą mu do tego oczywiście tylko profesjonalne serwisy typu new.meteo.pl czy snow-forecast.com, gdzie może odczytać diagramy oraz wykresy i przełożyć suche
dane na informacje o tym, na jakie warunki można liczyć w nadchodzących dniach. Wyczekiwanie na początek sezonu jest bolesne. Ale niekoniecznie długie.
Miłego czytania
Lanser, nie lanser










