Skocz do zawartości


Giełda narciarska

Sprzedaj lub kup. Sprawdź!


Dol. Staroleśna i Maly Zavrat (2260 m. n.p.m.)


7 odpowiedzi w tym temacie

#1 peregrin

  • Użytkownik
  • 167 Postów:
  • Skąd:Katowice
  • Imię :Maciek
Reputacja: 217
+

Napisano 29 marzec 2010 - 01:27

Prolog:

Piątek, 19.31 telefon; "Cześć, jadę jutro do Staroleśnej". "O, super - jest miejsce?". "Jasne".

Akcja:

Sobota, 03.00, budzik w telefonie wyrywa mnie ze stanu do którego będę tęsknił przez następne 20 godzin... 05.30 melduję się w Krakowie gdzie po spotkaniu z towarzyszami niedoli Robertem i Paaulo oraz po zajęciu z góry upatrzonej pozycji pomiędzy nartami, kaskiem a tylną szybą paaulowego samochodu wpadam w dziwny stan otępienia, podczas którego ćwiczę zjazdy... świadomości. Do życia przywraca mnie zatrzymany samochód i otwarte drzwi przez które chłodne powietrze i odgłosy budzącego się do życia Starego Smokowca dostają się do środka.

Pół godziny później startujemy z górnej stacji kolejki na Hrebenioku w stronę Staroleśnej Doliny. Celem naszym jest Maly Zavrat czyli Zawracik Rówieńkowy ( http://pl.wikipedia....R%C3%B3wienkowy ). Nastawieni jesteśmy na wiatr halny, opady śniegu, tatrzańskie mleko, nieuprzejmych parkowców, terrorystów i niedźwiedzie, a tymczasem poranek wita nas słońcem, bezchmurnym niebem i pięknymi widokami. Jak w życiu: lepiej być mile zaskoczonym, niż niemile rozczarowanym...

Wychodzimy z lasu, zakładamy foki i dalej już na nartach przez kolejne piętra Staroleśnej Doliny dochodzimy do Zbójnickiego Koryciska gdzie spostrzegamy, że dokładnie naszym śladem podążają nie wróżące niczego dobrego ciemne chmury. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, pogoda psuje się jedynie na około 2h i jak to zwykle bywa akurat są to 2h podczas których jesteśmy na górze (tym razem na przełęczy;). To nie koniec niespodzianek.
Dochodząc do żlebu z Zawraciku Rówieńkowego dzięki rozwiewającym się na chwilę mgłą mamy szansę dostrzec leżące nie wiedzieć czemu dokładnie na naszej trasie świeżutkie lawinisko, powstałe z oberwania się malutkiej (naszym zdaniem za malutkiej) deski śnieżnej. Brrrrrrrr. Za chwilę przychodzi mgła i nie widać już nic. Podchodzimy zakosami w sporych odstępach. Żleb ma wystawę południową, południe dawno już minęło, słońce operuje od rana mocno, jest ciepło. Ergo: zaczyna się sypać. Słyszę w pewnej chwili przewalający się grzmot spadających ton śniegu. W kompletnej mgle zamieram, próbujący wyłapać z której strony może nadejść zagrożenie. Co ja tu wogóle robię?! Pasy plecaka poluzowane, paski z kijków zdjęte, narty gotowe do wypięcia (hmmm, przynajmniej jedną zdążę...). Czekam. Wydaje się, że odgłos cichnie ale za sekundę wybucha jeszcze większym grzmotem przewalającego się śniegu. Już wiem, że to sypie się ściana Krzesanego Rogu kilkanaście metrów po mojej lewej stronie. Byle tylko nie przywaliło coś w żleb... Nagle odgłos cichnie. Zapada milczenie. Po minucie czy dwóch dobiega mnie gdzieś z góry głos idącego jako pierwszego Paaula "ale j....o!!!". Hmmm. No. Idziemy dalej. W połowie żlebu kolejna niespodzianka; gdzieś u góry słyszę dziwny odgłos. "Uwaga! Kamień!" dobiega mnie głos Paaula. Odbijający się od skał kamień zwielokrotniony przez echo i kompletny brak widoczności robią bardzo nie fajne wrażenie. Kamień spada głucho gdzieś powyżej nas i po chwili słyszę szum zsuwającego się śniegu. Kilka szybkich kroków i śnieżny zsuw mija mnie z prawej strony, zagarniając coraz to większą powierzchnię śniegu. Krzyczę do znajdującego się gdzieś poniżej mnie we mgle Roberta aby uwarzał. Po jakimś czasie słyszę z dołu "jestem ok" i jeszcze za moment zaskakujące "ja wracam". Później okaże się, że Robercik przejechał się jakieś 50m z w/w zsuwem, który to oprócz skutecznego nastraszenia naszego kolegi zrobił rzecz znacznie gorszą: ukradł mu kijek...

Ostatni odcinek na przełęcz podchodzimy na nogach z nartami w rękach. Na przełęczy herbatka, batonik i otwierający się od czasu do czasu widok na leżącą po drugiej stronie grani Dolinę Rówienek. Ech, chyba wolałbym zjeżdżać tędy; pięknie wyśnierzonym, nie tkniętym żadnymi zsuwami stokiem... Na dole jednak został Robert i tylko to motywuje nas do zjazdu zoranym zsuwami i lawinkami żlebem. Górna część zjazdu ma niewiele wspólnego z przyjemnością, natomiast od połowy jest już fajnie. Końcówkę zjeżdżamy w poprawiającej się widoczności, chmury i stres zostają za nami. Pod żlebem spotykamy Roberta. My podchodzimy jeszcze na Zbójnicką Kopę, a nasz kolega z jednym już tylko kijem zjeżdża od razu w dół. Stojąc na Kopie patrzymy raz jeszcze na Maly Zavrat, który teraz już złośliwie zdążył się cały odsłonić. Widać wyraźnie zsuwy i zsuwiki, a pomiędzy nimi nasze ślady... He, he, jest ryzyko, jest zabawa tralalala.

Epilog:

Zjazd Staroleśną jest rewelacyjny; pięknie odsłaniające się szczyty i rozciągające się u naszych stóp Spiszowe pola. Walka z kosówką, potokami, zalodzonymi fragmentami stoków to już sama radość. Nawet zejście w plastikowych butach po ściółce leśnej wzdłuż drogi z Hrebenioka sprawia mi przyjemność. Czas zatrzymał się w miejscu; żadnych ludzi, bezwietrzny, ciepły, piękny wieczór. Jeszcze tylko toast w Starym Smokowcu i o 23.00 melduję się w domu.
Kolejny piękny, tatrzański dzień dobiegł końca...


na Hrebeniok wjeżdżamy sobie burżuazyjnie tramwajem

Dołączona grafika

po wyjściu wita nas Jej Wysokość (2634 m n.p.m.) Łomnica

Dołączona grafika

w pierwszej fazie czeka nas lodowisko; raki mamy dwa - jeden dla Paaulo, drugi dla mnie. Robert dziarsko bez poboczem.

Dołączona grafika

Dołączona grafika

po wyjściu z lasu zakładamy foki...

Dołączona grafika

...i pomykamy przez kosówki dolną częścią doliny czyli Niżnim Staroleśnym Ogrodem

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

czasem śniegu nie ma za wiele

Dołączona grafika

za to czym wyżej - tym piękniej

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

dochodzimy do Zbójnickiego Koryciska

Dołączona grafika

Dołączona grafika

czas na śniadanie i klejenie plastrów :D

Dołączona grafika

Paaulo swoimi wypasionymi kanapkami wzbudza w nas agresję.
Kasia, jak mogłaś nam to zrobić?

Dołączona grafika

wreszcie ukazuje się nasz cel: Zawracik Rówieńkowy

Dołączona grafika

no to go!

Dołączona grafika

w ślad za nami podąża złe

Dołączona grafika

chmury zaczynają spowijać góry

Dołączona grafika

wyścig z mgłą

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Krzesany Róg i Zawracik jeszcze widoczne

Dołączona grafika

tatrzański sztruksik - tak nie potrafi żaden ratrak

Dołączona grafika

a mgły coraz bliżej

Dołączona grafika

dobra, czas się zapipsować, odpalić dżipi-esa...

Dołączona grafika

...i można napierać dalej

Dołączona grafika

po jakimś czasie znów się przejaśnia...

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

jak to pisał Wilczkowski, najkrótsza czarna fraszka: "Szła mgła"

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

przede mną mgła, a za mną jeszcze słońce i niesamowite cienie na śniegu

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

pod żlebem prowadzącym na przełęcz mgła znów się rozwiewa...
...tylko po to żeby pokazać nam bardzo niefajny widoczek.

Polecam zwrócić uwagę na zdawałoby się niewielki i niewinny obryw...

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

w żlebie mgła. Gdzieś tam powyżej Paaulo...

Dołączona grafika

...poniżej Robert.

W czymś takim zaskakuje nas odgłos lawiny spadającej ze ściany Krzesanego Rogu, a nieco póżniej śnieżny zsuw, który zabiera naszego kolegę w krótką podróż, z której wraca bez kijka...

Dołączona grafika

na Zawraciku

Dołączona grafika

z drugiej strony grani coś tam nawet widać

Dołączona grafika

no dobra, nam niestety trzeba zjeżdżać w mgłę, żlebem zrytym zsuwami i starymi lawiniskami...

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

jakość śniegu w górnej części świetnie obrazuje poniższe zdjęcie

Dołączona grafika

tyle zostało z lawinki z Krzesanego, która nas trochę zestresowała...

Dołączona grafika

Paaulo wzrokiem przenika mgłę

Dołączona grafika

na przełęczy pod Zbójnicką Kopką spotykamy Roberta

Dołączona grafika

Zawracik się odsłania. Środkowy zsuw ukradł Robertowi kijek. Po lewej widać gdzie spadło to z Krzesanego

Dołączona grafika

tymczasem pogoda się znacznie poprawia...

Dołączona grafika

...a wraz z nią nasze humory :)

Dołączona grafika

tam! tam trzeba jeszcze zjechać!

Dołączona grafika

...no dobra...

Dołączona grafika

czeka nas bardzo długi i piękny zjazd

Dołączona grafika

Zbójnicka Kopka i przełęcz na której czekał na nas Robercik

Dołączona grafika

wreszcie to co lubimy najbardziej...

Dołączona grafika

...czyli piękna jazda z widokiem na Spisz i Staroleśną...

Dołączona grafika

...przez kolejne jej piętra...

Dołączona grafika

uuuuu, ale jeszcze jazdy mamy przed sobą

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

krótka przerwa dla podtrzymania przyjemności...

Dołączona grafika

...i znów można poszaleć :zab:

Dołączona grafika

czym niżej tym więcej kombinowania i szukania linii zjazdu między głazami

Dołączona grafika

dojeżdżamy do Wyżniego Staroleśnego Ogrodu

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

zaczyna się zabawa z przeszkodami...

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

...i kluczenie między kosówkami...

Dołączona grafika

jeszcze tylko przeprawić się przez potok...

Dołączona grafika

...i już ostatnie metry zjazdu

Dołączona grafika

potężny lodospad przy granicy lasu; kilkadziesiąt metrów lodu i nikt się nie wspina?

Dołączona grafika

wszystko co dobre ma swój koniec. Dalej już nie pojedziemy...

Dołączona grafika

Łomnica na dowidzenia ukazuje się nam w pięknym świetle.
Ładnie widoczna słynna zachodnia ściana

Dołączona grafika

l'equipe w zejściu...

Dołączona grafika

...jeszcze tylko bulderek w przypływie głupawki...

Dołączona grafika

...i znów mamy dość sił i humoru na zejście z Hrebienioka do Starego Smokowca :)

Dołączona grafika

Dołączona grafika

w Smokowcu trzeba zmienić buty.
Do Grand Hotelu w skiturowych nie wpuszczają, he, he :)

Dołączona grafika

no i wreszcie zasłużony toast za udaną turę: Trzy capovane cofole prosim!

Dołączona grafika

Pzdr :)

#2 Osetia

    "Królowa Trolka"

  • Administrator
  • 1981 Postów:
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:SO
  • Narty:Heady biało-czerwone i Volki z paniusią
  • Imię :Trolka
  • Ulubiony stok:odkryty i nieodkryty, ale pokryty białą warstwą tego na eś
Reputacja: 166
+

Napisano 29 marzec 2010 - 05:58

Maciek, nie myślałeś o ty, żeby zebrać wszystkie twoje materiały do kupy i wydać je! Masz fenomenalny dar do pisania i podpisywania fotek..., każda relacja to ciekawa historia... :) , która wciąga! Ja czytając, tam jestem...

Pozdrawiam, Ola

#3 peregrin

  • Użytkownik
  • 167 Postów:
  • Skąd:Katowice
  • Imię :Maciek
Reputacja: 217
+

Napisano 29 marzec 2010 - 07:36

Wyświetl postUżytkownik peregrin dnia 29.03.2010, 2:27 napisał

Krzyczę do znajdującego się gdzieś poniżej mnie we mgle Roberta aby uwarzał


Nie wiedzieć czemu nie mogę edytować posta: oczywiście miało być "uwaŻał". Sorki, jakoś po nocy pisałem...

pzdr

#4 Mitek

    zwykły narciarz

  • Użytkownik
  • 1910 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Warszawa
  • Narty:Różne
  • Imię :Mitek
Reputacja: 271
+

Napisano 29 marzec 2010 - 09:42

Cześć

Wyświetl postUżytkownik peregrin dnia 29.03.2010, 9:36 napisał

Wyświetl postUżytkownik peregrin dnia 29.03.2010, 2:27 napisał

Krzyczę do znajdującego się gdzieś poniżej mnie we mgle Roberta aby uwarzał


Nie wiedzieć czemu nie mogę edytować posta: oczywiście miało być "uwaŻał". Sorki, jakoś po nocy pisałem...

pzdr

W takiej sytuacji jestem zdania, że powinieneś poprosic Administratora o zlikwidowanie całego tematu. Nie można przejśc obojetnie obok takiego sandalu. Przeciez to mogą czytać dzieci ( i oby ich było jak najwięcej) :zab::):).
Pozdrawiam

#5 peregrin

  • Użytkownik
  • 167 Postów:
  • Skąd:Katowice
  • Imię :Maciek
Reputacja: 217
+

Napisano 29 marzec 2010 - 18:59

Wyświetl postUżytkownik Mitek dnia 29.03.2010, 9:42 napisał

Cześć

Wyświetl postUżytkownik peregrin dnia 29.03.2010, 9:36 napisał

Wyświetl postUżytkownik peregrin dnia 29.03.2010, 2:27 napisał

Krzyczę do znajdującego się gdzieś poniżej mnie we mgle Roberta aby uwarzał


Nie wiedzieć czemu nie mogę edytować posta: oczywiście miało być "uwaŻał". Sorki, jakoś po nocy pisałem...

pzdr

W takiej sytuacji jestem zdania, że powinieneś poprosic Administratora o zlikwidowanie całego tematu. Nie można przejśc obojetnie obok takiego sandalu. Przeciez to mogą czytać dzieci ( i oby ich było jak najwięcej) :):):zab:.
Pozdrawiam


Mitek, jakiś tam poziom trzymać trza, he, he

Nauczka - żeby nie pisać po nocy i czytać przed opublikowaniem :)

pozdrawiam

#6 isia123

  • Użytkownik
  • 298 Postów:
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:Łódź/Pabianice
  • Narty:FISCHER RC4 Competition Pro
  • Imię :Paulina
  • Ulubiony stok:wszędzie tam, gdzie bezpiecznie
Reputacja: 41
+

Napisano 29 marzec 2010 - 19:15

Piknie Panocku, piknie! :)

#7 skiman6

  • Użytkownik
  • 619 Postów:
  • Skąd:Wrocław
  • Imię :adam
Reputacja: 31
+

Napisano 29 marzec 2010 - 19:47

Wyświetl postUżytkownik peregrin dnia 29.03.2010, 19:59 napisał

Nauczka - żeby nie pisać po nocy i czytać przed opublikowaniem :)

pozdrawiam


...Maćku, a Robert to nie miał piwa uwarzyć?...

bo...

Cytat

można domowymi sposobami uwarzyć doskonałe piwo, które smakiem być może będzie przewyższać to, co sprzedają nam wielkie koncerny. A już sam proces warzenia to doskonała zabawa. Podczas warzenia niezbędny będzie dostęp do kuchni. Proces ten trwa kilka godzin więc upewnijmy się, że zajęcie jej na tak długi okres czasu nie będzie nikomu przeszkadzać. Fermentujące piwo nie zajmuje na szczęście dużo miejsca, ale ma pewne wymagania dotyczące temperatury. W zależności od zastosowanych drożdży, górnej lub dolnej fermentacji, potrzebować będziemy temperatur z zakresu 18-24°C lub 5-10°C. Oczywiście istnieją techniki umożliwiające schłodzenie brzeczki do zadanej temperatury, ale nie jest to trywialne zadanie. Przygotowanie piwa, od momentu przygotowania zacieru do otwarcia butelki to proces długotrwały. Przy mocnych piwach może trwać nawet rok, choć przeważnie po trzech miesiącach można się delektować samodzielnie zrobionym piwem. Nie licz też na to, że uwarzone piwo będzie tańszą alternatywą piwa ze sklepu. Potraktuj to raczej jako hobby, które może dostarczyć niezapomnianych wrażeń i smaków.

Bardzo istotne przy warzeniu piwa jest utrzymanie czystości, wszystko co ma kontakt z brzeczką musi być zdezynfekowane!

Zapoznaj się z kolejnymi rozdziałami tego podręcznika, by mieć pewność, że uwarzone piwo będzie doskonałe. Na zdrowie!


Maćku wszystkiego dobrego i warz sobie ile chcesz...no może z tym warzeniem, zwłaszcza po nocach, tylko trochę uważaj...
-adam
Dołączona grafika

#8 peregrin

  • Użytkownik
  • 167 Postów:
  • Skąd:Katowice
  • Imię :Maciek
Reputacja: 217
+

Napisano 29 marzec 2010 - 20:55

Wyświetl postUżytkownik skiman6 dnia 29.03.2010, 20:47 napisał

...Maćku, a Robert to nie miał piwa uwarzyć?...


Ha! Też tak początkowo chciałem wyjść z tego problemu...

...ale:

Wyświetl postUżytkownik skiman6 dnia 29.03.2010, 20:47 napisał

Podczas warzenia niezbędny będzie dostęp do kuchni.


niestety w żlebie warunek ten byłby stosunkowo trudny do spełnienia, nawet chcąc zastosować taryfę ulgową i zastosować tzw. "kuchnię turystyczną"

Wyświetl postUżytkownik skiman6 dnia 29.03.2010, 20:47 napisał

W zależności od zastosowanych drożdży, górnej lub dolnej fermentacji, potrzebować będziemy temperatur z zakresu 18-24°C lub 5-10°C.


również niestety akurat pechowo w dniu w którym tam byliśmy temperatura nie miała szans dojść do owych wymaganych 5-10°C...

Wyświetl postUżytkownik skiman6 dnia 29.03.2010, 20:47 napisał

Przygotowanie piwa, od momentu przygotowania zacieru do otwarcia butelki to proces długotrwały. Przy mocnych piwach może trwać nawet rok


o ile dwa poprzednie problemy dzięki wrodzonemu uporowi i bardzo cennym naszym narodowym cechą, jakimi są spryt i umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach być może dało by się przezwyciężyć, o tyle powyższe kryterium czasowe nie wchodzi w grę.
Po 15 kwietnia kończy bowiem się dozwolony przez TANAP okres uprawiania skialpinizmu w Tatrach Słowackich i obawiam się, że nasz przyjaciel zostałby siłą wyciągnięty ze żlebu i procesu waRZenia przez słowackich filanców...

Tak więc w trybie roboczym łatwiej było mi wyjść z problemu zmieniając jedną tylko literkę...

Jak widzisz zatem waRZenie waŻeniu nie równe i sugerować mogę jedynie aby ważyć słowa przed każdym ich użyciem, by nie nawarzyć sobie niepotrzebnego obciachu :)

pozdrawiam

maciek




Podobne tematy




Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych