Opisy Peregrina z kolejnych wypadów zaszczepiły chęć spróbowania wejścia i zjechania gdzieś indziej niż wszyscy. Sam wypad chłopaków na hałdę (hołdę) tylko to potęgował, ale nie wiedziałam do końca po co? Przygoda? Na raz? Na więcej? I co w tym fajnego oprócz samego towarzystwa i zabawy. Teraz wiem!
Obok trasy w Jaworkach było jak to określił Pit - pole z ziemniakami chłopa. Był z nami Pytek, który popełnia zjazd poza. Korciło mnie i czekała, aż gdzieś pójdzie
I pojechaliśmy! Bawiłam się przednio. Przez kilkanaście pierwszych metrów jechałam zafascynowana, że moje narty znikają i pojawiają się i jadę. Potem pod okiem Prezesa zorientowałam się, że zostawiam za sobą ślady! I to było TO! Najchętniej wsadziłabym sobie oko w tylną część ciała, żeby je widzieć i tworzyć nowe!
Tak mnie porwało, że nie chciałam stamtąd wyleźć!
Jest to genialne! Pełen
Zaliczyłam glebę, wpadłam w śnieżek i byłam posikana z radości. Szukałam nowych miejsc i namawiałam Prezesa na jeszcze i jeszcze... odpuściłam, kiedy już śnieg był wyjeżdżony!
Tak było! Teraz wiem, jak to jest i z całą pewnością powtórzę, ale z kimś doświadczonym i na innym sprzęcie, żeby jeszcze bardziej poczuć to, o czym opowiadał mi Prezes, czyli o poczuciu unoszenia się, latania!
Straciłam cnotę i to nie z byle kim, bo z samym Prezesem
Chcę zostawiać ślady, zatrzymywać się i patrzeć na nie, robić nowe, coraz bardziej pokręcone i fantazyje i najchętniej nie przecinać śladów innych.
Dziękuję!
Pozdrawiam, Ola
















