Na Kasprowym tradycyjnie już w tym roku wiatr i kompletny brak widoczności, na tyle poważny, że Bez-nart-ny ma problem z wbiciem się w drogę zejściową na Halę Gąsienicową.
My w tym czasie zaliczamy zjazd z Kasprowego do Gąsienicowej, ekipa idzie na Karb, a ja wjeżdżam gąsienicowym krzesłem, by wspomóc orientacyjnie przyjaciela błądzącego we mgle.
Dzięki temu zaliczam jeszcze fajny zjazd w puchu z ramienia Beskidu, a Bez-nart-ny schodzi odnalezioną ścieżką i dalej po moich śladach. Dzięki rakietom śnieżnym porusza się sprawnie i szybko po dość głębokim śniegu. Brniemy przez Dol. Gąsienicową co jakiś czas mijając szkolące się lawinowo grupy, aż wrescie dochodzimy do czekających na nas na Karbie znajomych. W tym czasie oprócz huraganowego wiatru zaczyna jeszcze intensywnie padać śnieg więc zapowiada się zjazd w warunkach prawdziwie zimowych.
Pierwszy startuje Lochness i już po chwili widzimy, że zjazd żlebem będzie naprawdę czymś super. Świeżutki, nieprzejeżdżony śnieg i nasz ślad jako pierwszy - to jest to!
W połowie żlebu kilka wystających ze śniegu kamieni przykrytych świeżym śniegiem uswiadamia nam, że zima tego roku lichutka była... Ciut poniżej daję się ponieść adrenalinie i zasuwam bez zatrzymywania się wybijając się raz za razem w puchu - nogi nie wytrzymują, jedna narta ucieka na przykrytej śniegiem dziurze i zaliczam ładną glebę z kilkumetrowym zsuwem. Szukanie kijków to kilka minut podczas których zerkając w górę widzę kilka dziur przez które wyziera zielona trawa... Na Karbie często widuje się różnego rodzaju pęknięcia i dziury w pokrywie. Nawet dziś, przy sporej ilości śniegu jest nie inaczej, hmmm ciekawe...
Na dole tradycyjne przybicie piątki, krótka euforia i pędzimy do Murowańca na zasłużony obiadek. Po odpoczynku wciągamy się na Kasprowy i w baaaaaardzo kiepskich warunkach (wiatr, mgła, śnieg, wiatr, śnieg, wiatr) zjeżdżamy Goryczkową. Nie wiedzieć czemu nogi mam zbułowane i na płaskiej nartostradzie muszę co kilka razy zatrzymywać się by gasić ogień w udach...
Na nartach zjeżdżamy do samego samochodu zaparkowanego w okolicach Ronda Kuźnickiego. Jeszcze tylko przebrać się, kupić oscypki i można wracać
krótka fotorelacja:
przebijamy się z Bez-nart-nym Marcinem Dol. Gąsienicową. Co jakiś czas można fajnie pozjeżdżać

od czasu do czasu spotykamy szkolące się ekipy - pozdrowienia dla Balu67 z forum skiturowego

pędzimy w stronę Karbu

wrescie dochodzimy - ekipa na szczęście nie dała się zwiać i czeka na nas

herbatka, batonik i przygotowujemy się do zjazdu

pierwszy w malowniczo padającym śniegu startuje Lochness...

...i już widać, że będzie fajnie

u góry dość wąsko - tylko na szerokość nart...

...za to śnieg wyśmienity...

...i niżej można już poszleć


Po bokach żlebu trawki jak w Szkocji. Akurat w czasie gdy my zjeżdżaliśmy - ktoś "żywcował" jakąś drogę w zmrożonych trawkach na prawo od nas. Fajny klimat...

pamiątkowa fotka ekipy (Peem za aparatem)...

...i pędzimy na obiad do Murowańca

...po zjedzeniu którego rozleniwieni próbujemy dojść do dolnej stacji wyciągu w patagońsko-huraganowym wietrze (no, dobra; trochę pozowaliśmy...)

Zjeżdżałem z Karbu już kilkakrotnie; niby to nic wielkiego ale jak wiadomo wszystko zależy od warunków. My mieliśmy naprawdę niesamowitą frajdę zjeżdżając w świeżym, nieprzetartym śniegu. Z uwagi na silny wiatr i spory opad śniegu należy zachować czujność aby nie zjechać na Czarny Staw tzw. białym expresem.
Jeżeli jednak zdecydujecie się jechać, jazda w fajnym nastromieniu i w puszystych warunkach pozostanie na długo w waszej pamięci. Pzdr
Użytkownik peregrin edytował ten post 14 marzec 2010 - 21:04









