z cyklu fajny dzień na nartach w Tatrach krótka fotorelacja:
-------------------------------------------------------------------------------------------
Pewnej kwietniowej, słonecznej niedzieli wybraliśmy się z kolegą Lochnessem oraz kolegą Bez-nart-nym Marcinem na lanserską turę Kaspruś-Skrajna-Karb; pogoda cudna, a że warunki kiepskie to głównie pstrykaliśmy zdjęcia i opalali się topless... Poniżej krótka (?) foto-relacja:
Na początku trzeba wybrać cel...

...później trzeba się przebić przez trawy i zioła...

...aż wreszcie dochodzi się do Skrajnej. Ufffff!

Tutaj spotykamy paru innych kolegów-skiturowców co dodaje nam otuchy i skutecznie motywuje do zjazdu

Nie wiedzieć czemu ja mam zjeżdżać pierwszy... Hmmmm....





Jako drugi startuje Lochness...


Na końcu Bez-nart-ny Marcin rozpoczyna przygodę ze ski alpinizmem pięknym dupozjazdem

Po zjechaniu Skrajnej pędzimy w stronę Karbu "chytając po drodze trochę słońca"

Na Karbie śniegu już ledwo-ledwo. 14 dni wcześniej śniegu było o około 1,5m więcej...

Zjazd z Karbu to igranie z wypadkiem. Tylko patrzeć jak całe to zbocze zwali się jedną wielką lawiną gruntową


Na szczęście TOPR czuwa

Jakoś udaje nam się zjechać; my narciarsko zjeżdżamy z problemami, a tymczasem Bez-nart-ny Marcin znacznie poprawił technikę dupozjazdu i przegania nas z radosnymi okrzykami...

Po zjechaniu Karbu banany na twarzach (że jeszcze żyjemy) i czym prędzej pędzimy...
...polansować się do Murowańca na zasłużoną Colę (chłopaki po browarku)

Na koniec Bez-nart-ny Marcin schodzi Jaworzynką, Lochness wchodzi focznie na Kasprowy, a ja cieniarsko wjeżdżam gąsienicowym krzesłem by po chwili śmigać razem już z Lochnessem Goryczkową w stronę zachodzącego słońca do Kuźnic...
pozdrawiam











