krótka relacja z jednego z majowych, tatrzańskich dni, który bardzo utkwił w mojej pamięci. Piękna pogoda, miłe towarzystwo, dużo chodzenia, świetne zjazdy i drobne kłopoty - wszystko to zbliżyło ten dzień do mojego ideału narciarskiej przygody...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Razem z Kwaśnym i dwójką Zacnych Przewodników Tatrzańskich (w skrócie ZPT) wybraliśmy się z okazji pochodu pierwszomajowego na piękną turę szlakiem przedwojennych, oppenhaimowych wyryp narciarskich (kto czytał "W stronę Pysznej" ten wie o co chodzi).
Trasa nasza wiodła na Kasprowy Wierch – zjazd do Doliny Cichej – w górę do Doliny Wierchcichej – na przełęcz Zawory – podejście na Gładką Przełęcz – zjazd do Dolinki pod Kołem – podejście na Zawrat – zjazd nad Czarny Staw – na colę do Murowańca – z buta przy świetle księżyca przez Boczań - i o 23.30 meldujemy się w Kuźnicach… Bardzo fajna wycieczka tatrzańska ze słońcem, wiatrem, mrozem i popsutymi nartami w tle… Krótka fotorelacja:
Po sforsowaniu Kasprowego (który to już raz w tym sezonie…) pędzimy w stronę Skrajnej Przełęczy

i po chwili rozpoczynamy zjazd do Doliny Cichej



czasem trzeba kluczyć pomiędzy kamieniami i zjeżdżać dość wąskimi płatami śniegu w żlebach

śniegu jak widać coraz mniej; widać jak schodzą niebezpieczne lawinki gruntowe...

w stronę Doliny Wierchcichej prowadzą nas świeże ślady misia...


dochodzimy do Wierchcichej





Kopy Liptowskie; Józef Nyka pisał w przewodniku, że bardzo lawiniaste. Jak widać, nie kłamał...

Przełęcz Zawory


podejście na Gładką



Gładka Przełęcz - kilka dni wcześniej byłem tutaj z drugiej strony. Hmmm, nawet Fogg potrzebował na to 80 dni...

Kostur kusi ośnieżoną ścianą... Zjazd za 1 wg W/Ż

Szybki zjazd do Dolinki pod Kołem i pędzimy na Zawrat

Na Zawracie wieje, zimno, zlodowaciały śnieg i najgorsze ze wszystkiego; awaria wiązania. Cholerna żółłta Silvretta po prostu się rozleciała. Chcąc ją reanimować poprawiłem jej w złości "z buta", no i oprócz piętki odpadła cała reszta... Hmmm, fuck, fuck, fuck. Kwaśny i ZPT zjeżdżają, a ja zmuszony jestem zjeźdżać w niekonwencjonalny sposób...


Do Murowańca docieramy o zmroku. Szybka cola, bigosik, takie tam różne i przy księżycu i czołówce przebijamy się przez Boczań...

...by przed północą dotrzeć do Kuźnic.
Udział wzięli: Trzej Amigos i Magda, która to nizin nie lubi i na Hali pozostała...

pozdrowionka!











