Użytkownik kiedar dnia 17.02.2010, 18:33 napisał
A co do hasła WON!!! Kasiu jeśli dobrze przeczytasz to co napisałem na ten temat, to powinnaś wyciągnąć taki wniosek: WON dla nieodpowiedzialnych, nagminnie łamiących zasady zdrowego rozsądku i bezpieczeństwa narciarzy i snowboardzistów Nic poza tym. Ja niestety jestem zdania, że jak ktoś nie umie współistnieć z innymi (np. na stoku) to nie powinien z nimi przebywać, bo dla mnie nie jest pociechą, że jak ktoś mnie połamie lub zabije to wtedy wszyscy powiedzą o nim ?wariat, takich powinno się usuwać ze stoków?, a jak się mu uda to wtedy udajemy, że jest ok i nie ma sprawy, bo tym razem nie zrobił nikomu krzywdy!!! To tak jakby tolerować, że ktoś w Polsce jeździ po angielskiej stronie, i do póki nikogo nie zabije lub z nikim się nie zderzy mówić o nim - ekscentryk, wariat, ale niech sobie jeździ jak lubi, byle by nikomu nic nie zrobił. Dla takiej osoby również jestem za kategorycznym WON!
Podziękowałam, Darku, choć co do tej części mam wątpliwości

Chciałam zauważyć, że
najczęściej nie jesteśmy w stanie określić, czy mamy do czynienia z kimś, kogo zaliczysz do:
Cytat
nieodpowiedzialnych, nagminnie łamiących zasady zdrowego rozsądku i bezpieczeństwa narciarzy i snowboardzistów
czy tylko z kimś, kto nie zapanował nad nartami (może najechał na coś?), kto nie przewidział, że takie mogą być konsekwencje jego zachowania (za mało jeszcze jeździ, by wszystko przewidzieć). Nie potrafimy tego ocenić, bo widzimy człowieka przez chwilę, w jednej sytuacji.
Wyobraziłam sobie Białkę. Kotelnica - stok przeraźliwie oblegany przez ludzi, często zdenerwowanych 50-minutowym oczekiwaniem w kolejce do wyciągu (wtedy nie zawsze odzywają się zgodnie z oczekiwaniami). Dużo tam urazów, tak piszecie. A przecież to idealny (bo nie nazbyt trudny) stok do nauki jazdy. Ten, kto uczy się jazdy (lub pamięta, jak to jest) wie, że często trudno zapanować nad nartami. Nie tak, żeby kogoś połamać, ale najechać na niego, może nawet przewrócić... Nie chciałabym, by te osoby były odbierane na takim stoku, jak Kotelnica, jako stwarzający zagrożenie, bo... gdzie mają doskonalić swoje umiejętności? (ośla łączka to już za mało, z czym mierzyć się dalej, gdzie ćwiczyć?)
Zupełnie co innego, gdy takiego początkującego spotkamy na Harendzie... Ja też stawałam w zdumieniu kilka lat temu, kiedy widziałam osoby uczące się jeździć właśnie w tym miejscu... ale... te osoby czasami były z instruktorem (!)
I tu powtórzę to, co napisałam gdzie indziej (a jakoś wydaje mi się, że tego nie doczytali niektórzy...)
Użytkownik KaBeSz dnia 16.02.2010, 17:33 napisał
Nie czarujmy się jednak: nie wszyscy korzystający ze stoków to ludzie odpowiedzialni, nie wszyscy osiągnęli wymagane umiejętności...
... może nie był zbyt doświadczony, popełnił błąd... To wielu się zdarza. W takiej sytuacji jednak na pewno powinien się zatrzymać, pomóc, zapytać, czy wszystko w porządku. Z kultury i empatii nie ma zwolnienia.
A błędy... niestety się zdarzają. Czasami bardzo bolesne.
A propos, Darku, w tamtym temacie wyraźnie napisałam: winę ponosi ten, kto był wyżej, więc odnosząc się do moich słów, nie mów, że to nasza koleżanka winna, bo pomyślę, że przypisujesz mi te słowa.
Prawda jest taka, że uczymy się jeździć na nartach, ale - nawet jeśli instruktor potwierdzi nasze umiejętności - nie gwarantuje to (niestety!) kultury na stoku. I nie powinno nas to dziwić: dokładnie tak samo jest z kierowcami (nie muszę tłumaczyć, o co chodzi, prawda?).
Ale używanie słowa "WON" (które pewnie bardziej wyraża nasze emocje, w tym także bezsilność), nie rozwiąże sytuacji, bo... jeśli to człowiek tego typu, stoku nie opuści. Poza tym nie spotkasz go na stoku, to zobaczysz takiego w czasie podróży samochodem lub trafi się w innej równie zaskakującej sytuacji.
A teraz pozwolę sobie na nauczycielskie dywagacje...
Odpowiedzialności u nas, niestety, coraz mniej (obserwuję przecież ludzi, mam też jakieś doświadczenie). Co na to wpływa? Wiele spraw. Jedno dziecko w rodzinie nie musi troszczyć się o nikogo, to nad nim wszyscy się pochylają. Nie uczy się tej odpowiedzialności w kontaktach z innymi, bo wiele czasu spędza w domu przed telewizorem lub komputerem, w swoim wymyślonym świecie, którego ono jest panem. Przed odpowiedzialnością w domu można umknąć, bo rodzice zajęci są pracą, a w szkole... to raczej z nim mają się liczyć... Wzór życia, jaki się obecnie lansuje, to: ty jesteś najważniejszy! realizuj się! zaspokajaj swoje potrzeby!
Gdzie tu miejsce na dostrzeganie drugiego człowieka, a przecież odpowiedzialność to nade wszystko postrzeganie siebie tak jak innych.
Po co ten kwaśny wywód?
Nie wyrzucajmy ludzi (ze stoku... i z innych miejsc), którzy nie są przygotowani do życia z innymi. Ich nieodpowiedzialność dość często jest następstwem błędów, które niekoniecznie oni sami popełnili, a czasami też dziwnych splotów okoliczności, na które nie mieli wpływu Starajmy się ich uczyć, przekonywać do tego, że zrezygnowanie z bycia pępkiem świata może być bardzo przyjemne, a już na pewno może dać szczęście.
To czasami naprawdę się udaje! Wiem coś o tym...

Aha, i dla tego "czasami" - warto!
... chociaż czasami boli, szczególnie gdy chodzi o naszych bliskich skrzywdzonych przez takich ludzi albo o nas samych, gdy spotkanie z takim człowiekiem zostawia głęboki (bolesny) ślad....
Użytkownik JarekS dnia 17.02.2010, 19:15 napisał
Ja może jestem cham i prostak, ale we łbie mi się nie mieści, że można się z kimś zderzyć albo o włos tego uniknąć i nawet się nie zainteresować, czy z tym drugim wszystko w porządku. I dlatego - nawet gdybyś miała postawić mnie z nimi w jednym rzędzie - takim jak dwaj opisani chciałbym móc skutecznie powiedzieć: WON! Wróćcie, gdy z człekokształtnych staniecie się ludźmi.
Być może, aby mogli wrócić, należałoby im pomóc. Zapewne zachowują się tak, bo nie widzą nic w tym złego. Gdyby tak było, o zmianie ich zachowania nie ma mowy.
Co do "cham i prostak" - oby takich jak Ty było więcej!