Muszę dorzucić swoje 5 groszy do tematu.
Choć już okres wyjazdów z małymi dziećmi mam za sobą – w końcu 11 lat to już nastolatka!!! Bo inaczej jak jej powiesz, że jest dzieckiem to
Ale pamiętam jak to bywało jak Julka miała kilka latek, więc podzielę się pewnymi uwagami - ale nie uważam, że są jedynie słuszne i powinny stać się prawem
1.
Użytkownik Osetia dnia 11.02.2010, 15:20 napisał
Młodsza 2 lata i 3 m-ce, samochodom od urodzenia mówi nie!!! To znaczy bardzo lubi jeździć, ale nie w foteliku, najchętniej za to z Tatą, u taty na kolanach... za kierownicą. Urodzona dyktatorka, indywidualistka, z własna jej tylko znaną drogą. Wyjazd z nią samochodem nawet na kilka kilometrów jest masakrą!
Olu to podstawowy błąd dziecko nigdy nie powinno nawet na podwórku jechać u rodzica na kolanach (nawet do garażu), ponieważ ten maluszek jest tak skubany, że jak mu raz pokażesz, że się da to będzie chciało zawsze tak jechać, bo on - choćby nie wiadomo jak mu tłumaczyć - nie zrozumie czemu do garażu wjechać na kolanach może, a w drogę jechać już nie. Po prostu nie należy się złością dziecka przejmować i choć to męczące trzeba wziąć je na przetrzymanie, a po kilku, kilkunastu próbach dziecko zrozumie, że auto = fotelik (czy to się mu będzie podobać, czy nie to inna bajka).
2. Co do wyboru fotelika: zawsze wybierajcie go z dzieckiem!!! Fotelik ma być wygodny w montarzu, bezpieczny (o tym decydują rodzice) i ładny i wygodny (tzn. ma się podobać dziecku - nie koniecznie rodzicom - bo ono będzie w nim siedzieć). Ze swojego doświadczenia wiem, że foteliki zmieniałem częściej niż mówiła o tym metka na nich (jak Julka była już wg nas za duża, to kupowaliśmy jej nowy fotelik, mimo, że wg metki powinien być dla niej dobry tak ze względu na wiek jak i wagę). Przeżyliśmy 3 foteliki, ale ten trzeci to były praktycznie 2 w 1. Bo jak Julka podrosła, to zdemontowało się oparcie i z fotelika była podstawka (tak przewidział producent). Zawsze wato było dopłacić trochę więcej za dobry fotelik bo, raz że był lepiej wykonany, ładniejszy, to jeszcze był na tyle trwały, że 2 pierwsze podarowaliśmy znajomym, bo były niemal niezniszczone.
3. Nasza pociecha bardzo dużo jeździła od maleńkości z nami i muszę wam powiedzieć, że rozpoznawać pierwsze litery nauczyła się w dużej mierze na bilbordach reklamowych

. Zawsze zabawialiśmy ją rozmową, lub kolorowymi książeczkami i zabawkami, jak podrosła bawiliśmy się w różne gry:
- sylaby – mówiliśmy pierwszą sylabę wyrazu, a córcia musiała dopowiedzieć resztę (bez wzglądu o czym myśleliśmy my, jeśli jej dalsza część pasowała i tworzyła wyraz z naszą sylabą, to był sukces)
- mówienie jakiegoś wyrazu, a potem następna osoba mówi inny wyraz na taka literkę, na jaką skończył się wyraz wcześniejszy
- jedzie pociąg wyładowany na literkę ... - mówimy literkę i każdy mówi np. po 3 wyrazy na taką literę
- liczenie samochodów - jedni liczą czerwone inni białe itp.
- jak już mamy dość gadania, to gramy "cisze na morzu" - wszyscy odpoczną od jazgotu i gwaru, a jak się ktoś odezwie to śmiechu co niemiara.
- jak juz trochę podrosła, graliśmy w skojarzenia - mówimy wyraz, a każda kolejna osoba w aucie mówi wyraz który skojarzył się jej z wyrazem poprzednim (radości i śmiechu jest co niemiara), a przyznam, że gramy w to do tej pory!!!
Takie zabawy dobre są nie tylko w aucie, w domu też można się bawić, a co ciekawe, to rozwijają one i uczą nasze pociechy bawiąc równocześnie.
Należy jednak pamiętać, iż nie można nauczyć dziecka, że zawsze w czasie jazdy jest zabawiane!!! Musi być w aucie i okres wspólnej zabawy, ale też odpoczynku i ciszy i dla każdego dziecka samemu trzeba umieć znaleźć odpowiednie proporcje wspólnej zabawy i czasu gdy samo zajmuje się sobą (jeśli nie to dziecko będzie szczęsliwe, a my wykończeni nieustannym zajmowaniem się nim w czasie jazdy)!
4. Wybierając się w dłuższą podróż planowaliśmy ja zazwyczaj na noc, by córcia po prostu spała w czasie jazdy jak najwięcej ( w zimie wiadome, że nie jest to zbyt dobre rozwiązanie, bo w lecie jak kierowca zmęczony, to staje na parkingu i też przesypia się trochę - mnie zazwyczaj godzinka takiego snu wystarczała).
5. Każde dziecko jest inne i nie ma jedynie słusznej drogi na spokojną jazdę ( moje dziecko od zawsze dużo jeździło z nami więc polubiło auto od początku - innego wyjścia nie miała), bo każde dziecko jest inne i niepowtarzalne. Jedna rada jest standartowa - nie przekarmiajcie dziecka przed drogą!!! Niech dostanie coś lekko strawnego i niedużo, nie będzie mu niedobrze, a na drogę zawsze trzeba zabrać ze sobą coś do picia dla dziecka

i jakąś lekką przekąskę.
6. Gdy moje dziecko było małe, o takich cudach jak DVD w aucie można było pomarzyć tylko - lub mieć kasę na drugi taki wóz by założyć ten system w swoim

. W zeszłym roku pełnie szczęścia Szokobonsa (po zakupieniu PSP 2 lata temu) dopełniło zakupienie jej odtwarzacza przenośnego DVD ( spowodowane to było planowaną podróżą 1100 km i jakichś 13 godzin jazdy w jedną stronę) Po analizie oferty zakupiłem LG model DP 471 B. Polecam go wszystkim - odtwarzacz ten w zestawie miał uchwyt do zamocowania go do zagłówka, ładowarkę samochodową i sieciową, torbę ochronną, do której mieściły się też wszystkie akcesoria, wejście USB tak, że może on robić za odtwarzacz MP3, ruchomy monitor (można go przekręcić nie tylko w prawo i lewo o 360 stopni, ale też i w pionie o 180 stopni) a co ważne z tego odtwarzacza dzieci mogą korzystać we dwoje, ponieważ ma dwa wyjścia słuchawkowe (a odtwarzany dźwięk nie przeszkadza rodzicom w słuchaniu np. radia), wbudowany akumulator wystarcza na ok 3 godziny pracy.
Hehe gdy Pit szukał dużego podwieszanego pod dachem TV, mówiłem mu, że taniej i praktyczniej jest kupić mały przenośny, ale on wtedy mówił, że mała nie poradzi sobie z nim

ciekaw jestem jakie jest teraz jego zdanie po wyprawie

.
Dziecku nie może się nudzić w podróży, więc droga Olu co tam opinia purystów, dziecku nie wmówisz, że ma się nie nudzić i podziwiać piękno krajobrazu. Ja uważam że przenośne DVD jest inwestycją ze wszech miar opłacalną i zapewni dziecku dużo radości, a przy okazji nasza pociecha nie będzie mieć alergii na wyjazdy, bo będzie wiedzieć, że w autku jej ukochana „baja” jedzie razem z nią