Skocz do zawartości


Zawartość z najwyższą reputacją


#27848 Z nartami w Bejrucie

Napisane przez peregrin w 28 February 2011 - 00:16

Bejrut, 3 rano, lotnisko. Po kilku kontrolach i odprawach oraz stresach związanych z troską o nasz narciarski bagaż, siedzimy już od godziny i czekamy na przylot reszty naszej małej ekipy w postaci dwóch Czechów – Vitka i Petra. Oprócz mnie jest Kwaśny, mój górski partner i przyjaciel na dobre i na złe, wyżyłowany ratrak z ostrym poczuciem humoru oraz Roberto, nasz krakowski przyjaciel, outdoorowiec z m.in. McKinleyem i Acongacuą na koncie. Jeżeli dodać do tego Vitka biorącego udział w zawodach skialpinistycznych i Petra zawodowego przewodnika IVBV – robi się całkiem mocna ekipa. To znaczy byłaby mocna gdyby nie ja, cieniarz i pięknoduch, wieczny ogon i szara masa turystyczna naszej ekipy.

Póki co jednak górska zawziętość moich przyjaciół na niewiele się zda; aby dostać się w góry musimy bowiem przebrnąć przez Bejrut i pół Libanu. W tym celu mamy ustawionego lokersa z busikiem. Libańczyk (oczywiście spóźniony o godzinę) zjawia się w końcu, pakuje nas do na oko dwudziestopięcioletniej Toyoty i ruszamy. Nocny Bejrut, arabska muzyka w głośnikach Toyoty, na prędce kupione owoce na przydrożnym straganie i już jest fajnie. Po ok. 3 godzinach nocnego telepania się początkowo po autostradzie, a później po górskich libańskich serpentynach oraz po przedarciu się przez kilka punktów wojskowej kontroli docieramy do naszego celu jakim jest miasteczko Bcharee i leżące ponad nim Cedres. To najwyżej położony w Libanie ośrodek narciarski; wyciągi docierają na 2850m (pod warunkiem, że działają). Stąd też można przyatakować najwyższy szczyt Libanu Kurdat-at-Saudat 3088m.

Najlepsze określenie jakie znajdujemy dla pierwszego rzutu oka na Liban i samo Cedres to „niezła rozpierducha”. Mnóstwo opuszczonych domów, chaotyczna architektura, zasieki z drutu kolczastego, punkty kontroli z żołnierzami uzbrojonymi w automaty – wszystko to skłania do refleksji i każe pamiętać, że wojska syryjskie wycofały się stąd dopiero 5 lat temu, a przez ostatnie 39 lat kraj ten pogrążony był w wojnie domowej pomiędzy maronitami (chrześcijanie), a muzułmanami (ci z kolei tłukli się dodatkowo pomiędzy sobą – szyici, sunnici, druzowie etc.). Obecnie napięta sytuacja pomiędzy rządem, a rosnącym w siłę Hezbollahem również nie nastraja optymistycznie. Za tym wszystkim jednak potrafimy dostrzec niesamowicie piękny kraj, który na niewielkiej powierzchni ponad 10 tys. m2 łączy w sobie piękno śródziemnomorskiego wybrzeża z wysokimi górami, stromymi klifami, skalnymi wąwozami i żyznymi dolinami.

Nas jak wiadomo najbardziej interesują góry. A w górach zgodnie z naszymi oczekiwaniami leży ponad 1,5m śniegu.
Niestety pierwsze dwa dni naszej działalności to walka z opadami śniegu, zagrożeniem lawinowym i mgłą czyli „kurva piczu wole, dyfuz” – jak zwykł mawiać Petr… Dość powiedzieć, że po dotarciu z foki na 2500m i po zrobieniu przekroju- kilkadziesiąt centymetrów świeżego na lodowym podkładzie - Petr określa zagrożenie lawinowe jako tatrzańska czwórka i proponuje odwrót. A Petra, tak jak zresztą każdego IVBV w górach warto słuchać. No i tak resztę czasu spędzamy na ganianiu po stoku z pipsami i wymyślaniu coraz to nowych wariacji śniegowych. Może i dobrze, bo tydzień przed nami 11 Francuzów pojechało z lawiną, która zakończyła się śmiercią jednego z nich.

Na szczęście modły nasze zostają wysłuchane i na kolejne dni włącza się lampa, która pozwala na normalną działalność górską. To dobrze, bo w hotelu żarcie podłe, internet szwankuje, obsługujące nas kafary ni w ząb nie gadają w żadnym cywilizowanym języku, zapasy piwa i pistacji kończą się, a do najbliższego „sklepu” kawał drogi z buta…

Eksplorujemy góry trochę „na czuja” – mapy żadnej nie ma, nazwy zresztą i tak z gatunku tych nie do wymówienia - więc kierujemy się kryterium estetycznym i łoimy co się da. Trochę pomaga nam spotkany miejscowy guide Radjaa – podobno jedyna osoba, która wie o tych górach pod względem skiturowym wszystko.

Po kilku dniach słonecznego narciarstwa pogada załamuje się, a wraz z nią i nasze nastroje. Vitek przebukowuje powrotny lot na wcześniejszą datę, Petr zostaje pomimo niepogody w Cedres (bo w Brnie i tak nie ma co robić, a tutaj przynajmniej jest śnieg…), a Roberto, Kwaśny i ja przenosimy się do Bejrutu by poznać inne rejony Libanu, nażreć się humusu, baraniny i podelektować się wodną fają.

No i tak trafiamy do chyba najbardziej podłego hotelu w Bejrucie, za to z „private bathroom”, wentylacją w postaci dziury w ścianie i ceną 12USD za noc. Na kolejne dni wynajmujemy samochód z kierowcą, którym okazuje się być „Mariiiiooo di Columbia, Si, Si Bogota!” – sympatyczny Kolumbijczyk mieszkający od lat w Libanie i władający w przeciwieństwie do nas biegle hiszpańskim i arabskim. Pomimo lekkich problemów komunikacyjnych zwiedzamy dzięki Mario matecznik Hezbollahu czyli Dolinę Bekaa, starożytne miasto Baalbek, skiturujemy godzinę drogi od Bejrutu w Mzaar-El Faraya i w ogóle jest fajnie. Nocne powroty górskimi drogami z szalejącym za kierownicą Kolumbijczykiem i płynącą z głośników „musica di Columbia” na pełny regulator pozostaną w mojej pamięci na długo. Tak jak i cały Liban, ze swoją ogromną różnorodnością, z pięknymi górami Liban i Antiliban, ze świetnymi zjazdami w dobrym śniegu, z sympatycznymi ludźmi i z przyjaciółmi, z którymi od teraz mamy trochę wspólnych „okruszków pamięci”.

Oto kilka z nich:

Wszechobecne flagi Libanu z narodowym symbolem - Cedrem

Dołączona grafika

Typowy libański pejzaż przydrożny

Dołączona grafika

Przy mijankach trzeba uważać, żeby nie pójść na czołowe…

Dołączona grafika

Rzut oka na miasteczko Bcharee i Dolinę Quadisha…

Dołączona grafika

…oraz na położone powyżej góry Liban w okolicy Cedres

Dołączona grafika

Będzie gdzie pojeździć

Dołączona grafika

Praktycznie spod hotelu w Cedres można na fokach

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Rezerwat cedrów – pozostało ich ok. 350, najstarsze mają po 1500 lat…

Dołączona grafika

Podchodzimy pod przełęcz, której nazwy nie znamy - ok. 2500 m n.p.m.

Dołączona grafika

Dołączona grafika

W górach Liban czasem natknąć można się na różne niespodzianki wystające spod śniegu…

Dołączona grafika

…które jednak nie są niczym groźnym w zestawienu z górami Antiliban – górami tymi biegnie granica z Syrią, a góry te nie nadają się do turystyki ani do narciarstwa z uwagi na bardzo duże zaminowanie…

Widok ze szczytu ok. 2900 m n. p. m. na żyzną Dolinę Bekaa, a za nią odsłaniające się góry Antiliban, góra Hebron i Syria…

Dołączona grafika

…i na drugą stronę: malownicza Dolina Quadisha – ostoja maronitów (chrześcijan), którzy dzięki wydrążonym w skałach doliny domach i monastyrach przez wieki byli nie do ruszenia

Dołączona grafika

Jakiś nienazwany (dla nas) szczyt ok. 2900 m n. p. m. – kolega coś zgubił czy Mekki szuka? W dole Dolina Quadisha, rezerwat Cedrów z prawej i miasteczko Bcharee poniżej

Dołączona grafika

Wreszcie długi i piękny zjazd

Dołączona grafika

Biel, biel i tylko nasze ślady

Dołączona grafika

Piękna pogoda pozwala na szukanie coraz to nowych zjazdowych celów

Dołączona grafika

Góry Liban to mnóstwo wapiennych skałek ułatwiających orientację i zapraszających do frirajdowych zabaw

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Libański film drogi – czyli powrót z gór

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Po najwyższych górach w okolicach Cedres przychodzi pora na odrobinę kultury i krajoznawstwa. Atakujemy Dolinę Bekaa http://pl.wikipedia....ki/Dolina_Bekaa i starożytne miasto Baalbek http://pl.wikipedia.org/wiki/Baalbek

Meczet w Baalbek; wszechogarniające śpiewy muzezinów i plakaty Hezbollahu na ścianach tworzą odpowiedni klimat

Dołączona grafika

W środku miasta imponujące ruiny i nagie, ośnieżone wzgórza dookoła, refleksja gwarantowana…

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

…a na zewnątrz: wszechobecne wojsko…

Dołączona grafika

…handlarze z koszulkami i flagami Partii Boga…

Dołączona grafika

…portrety duchowego przywódcy Hezbollahu szejka Hassana Nasrallaha…

Dołączona grafika

…tętniąca życiem ulica w Baalbek…

Dołączona grafika

…fascynujące rozwiązania trakcyjno-energetyczne i same przyjazne twarze wokół…

Dołączona grafika

…typowy środek lokomocji w Libanie – czyli taksówka za kilka USD z łapanki…

Dołączona grafika

…oraz typowa architektura – Libańczycy są mistrzami żelbetu, a wystające pręty zbrojeniowe są znakiem firmowym tutejszych budowniczych

Dołączona grafika

W górach znaleźć można wypożyczalnie sprzętu narciarskiego – wyjątkowo nie z żelbetu…

Dołączona grafika

Po dawce kulturalnych atrakcji wracamy w góry – tym razem kierujemy się do położonego bliżej Bejrutu ośrodka narciarskiego Mzaar – El Faraya

Dołączona grafika

Pomimo usłyszanych od spotkanych Norwegów niepochlebnych opinii o tym rejonie – jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni; góry tutaj zdają się mieć niesamowity potencjał frirajdowy

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Kolorytu dodają czarno odziane dziewczyny na stoku…

Dołączona grafika

…szkoląca się narciarsko armia (polecam zwrócenie uwagi na sprzęt)…

Dołączona grafika

I zjawiska pogodowe w postaci Halo

Dołączona grafika

A poza tym jazda, jazda i jazda w doskonałym, firnowym śniegu

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Kwaśny przytłoczony arabskim światem i mnogością możliwości zjazdowych

Dołączona grafika

Czasem trzeba jednak uważać na np. nawisy, których jest sporo

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Widok na Mzaar

Dołączona grafika

Wyciągi działają teoretycznie do 15.30 – ale w praktyce wygląda to tak, że gość zwija się np. o 14.40 – z uśmiechem wyłączając orczyk i zabierając się z plecaczkiem do domu…

Dołączona grafika

…dzięki temu zostaje czas na libańską wyżerkę i zabawy z wodną fają ;)

Dołączona grafika

Po frirajdowo-turowych przygodach śląsko-krakowska ekipa melduje się z powrotem w Bejrucie

Dołączona grafika

Poglądowy filmik wrzucę za kilka dni - jak się ogarnę

Szukając w necie po powrocie informacji o Libanie znalazłem świetną relację chłopaków z Krakowa z ich pobytu tam: http://www.m-michals...an_relacja.html
Polecam. Niesamowite ile odnieśliśmy zbieżnych wrażeń.
Z premedytacją nie piszą żadnych praktycznych informacji w stylu co, gdzie i za ile. Jeżeli kogoś będzie to interesować – proszę pytać. Wszystko zresztą można znaleźć w dzisiejszych czasach w necie ;)

Pozdrowionka!
  • 14


#26402 Kasprowy 22.01 czyli narciarstwo w chmurach

Napisane przez peregrin w 23 January 2011 - 15:21

Cześć, wczoraj udało się spędzić piękny dzień na Kasprowym.

Świetne miejscami warunki śniegowe; fajna ekipa, lampa na górze i dywan z chmur pod stopami...

Ludzi nie za wiele; w Zakopie Małyszomania i narzekanie na kiepską pogodę :hysterical:

Kilka fotek moich i kolegi Pontixa (powder.pl):

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Dołączona grafika

Piękny dzień - najeździliśmy się z Hansem i Pontixem po pachy ;)

Pontix z Gnalim i jego kolegą zapodali świeny mega zjazd z Pośredniego na pełnym gazie - akurat z Hansem podchodziliśmy Goryczką i mieliśmy kino w pełnej krasie (no prawie, bo czasem mgły nawiewało)

I jeszcze chłopaki Kwaśny1982 i Bartosz - kozaki ze skrzydłami - zrobili chyba z pięć lotów na Gąsienicy - a gdy "zieloni" ich przegonili to kontynuacja na Goryczce (filmik Bartka). Gratulacje :)

Jazda z dywanem chmur pod stopami - niesamowita. Pod koniec wjeżdżasz w chmury i po kilku minutach jesteś w innym świecie - tym razem chmury już nad głową. Taka metafora życia - na dole mgła i chmury, a w górach piękne słońce i widok na wszystko "z góry".

Metafizyczne przeżycie :D
  • 14


#60895 Spotkanie forum KochamNarty.pl 2015 - temat oficjalny

Napisane przez pytek45 w 21 March 2015 - 19:15


Ten co nic nie robi, nic się też nie uczy, tak więc publikuj śmiało

Mowisz i masz:


  • 12


#26965 Tatry zimą - relacja

Napisane przez bacteria w 04 February 2011 - 14:51

Maciek:
Zamiast stać niedzielę w kolejce na Grunikach, jak co poniektórzy :P wstałem o godzinie 4.30 (w przeciwieństwie do niektórych) i wraz z 3 kolegów pojechaliśmy w Tatry. Pogoda - REWELACJA.

Tak więc dojście do Pięciu Stawów:

DSC08076.JPG
I dalej w stronę Szpiglasowego wierchu

DSC08083.JPG DSC08215.JPG

Bywało stromo

DSC08216.JPG DSC08141.JPG

Ale w końcu Szpiglasowy...

DSC08210.JPG DSC08211.JPG

Całość trwała około 10 godzin.

I jeszcze panoramka 360 składająca się z 28 zdjęć (kolega trochę powalczył, ale efekt fajny.)
Untitled_Panorama1.jpg
  • 12


#24483 Góra Żar - Międzybrodzie Żywieckie

Napisane przez AdamSlask w 15 December 2010 - 18:05

15.12.2010 - Góra Żar - warunki z rana świetne, ludzi mało, choć obsługa kolei czekała za każdym razem aż wagon będzie pełny... Trochę to utrudniało jazdę z uwagi na to że 50 może więcej osób na raz wysypywało się na trasę, warto było poczekać i zjechać po pustej :)
Sama trasa bardzo ładna, z góry łagodniej, od dołu troszkę bardziej stromo, jednak życie uprzykrzały armatki.
Karnet do godziny 14 - 45 zł + 15zł kaucji. No i to tyle ze sprawozdania techniczno-warunkowego.

Zdecydowanie gorszą rzeczą było to, że musiałem jeździć z Deczkiem i Pazurem....
Pazur - tylko narzekał, na tramwaj przede wszystkim i myślał.... 15122010070 kopia.jpg
Deczko - jak usiadł w knajpie to..... 15122010073 kopia.jpg


Jednak pragnę dodać, że w czasie tego spotkania poprawiliśmy wszystkie nasze techniczne błędy, skorygowaliśmy pozycję. Ogólnie to taki trochę trening przed olimpiadą w Soczi :hysterical: 15122010079 kopia.jpg 15122010081 kopia.jpg

Nigdy więcej z tymi panami na narty się nie wybieram, choć Deczko prosił mnie o to na kolanach! 15122010072 kopia.jpg


:thumbsup: :thumbsup:
  • 12


#64736 Sobotni Kasprowy

Napisane przez marecki w 20 March 2016 - 14:13

Dwa lata później, znowu zaliczyłem sobotni dzionek na Kasprowym. Rano naprawdę zimno koło -8stC, sporawy wiaterek, pełne zachmurzenie i lekka mgła. Od jedenastej zaczęło się przejaśniać i później zrobiło się słonecznie. Warunki naprawdę dobre, choć w obu kotłach w dolnych przewężeniach trzeba było uważać gdyż kamienie już miejscami wystawały. Do Kuźnic zjazd na nartach i ostatnie może trzysta metrów z buta.

 

Zdjęcia tylko z Goryczkowego no ale.........

 

DSC00007.JPG

 

DSC00009.JPG

 

DSC00010.JPG

 

DSC00011.JPG

 

DSC00012.JPG

 

DSC00014.JPG

 

DSC00016.JPG

 

DSC00017.JPG


  • 11


#63418 Relacja z "Narty Predazzo 05.12-12.12.2015".. Veni ,Vidi.....

Napisane przez iguan w 21 December 2015 - 09:56

Narty Predazzo 05.12-12.12.2015 Miałem troszkę kłopotów na początku bo Jan (admin) potraktował go jak ogłoszenie komercyjne , ale po wyjaśnieniach i obiecaniu że podzielę się wrażeniami , zdam relację jak było i wstawię trochę fotek a może i krótkie filmiki, ogłoszenie ukazało się gdzie trzeba:). Takie ogłoszenie ukazało się na forum KochamNarty Znalazły się  2 osoby chętne na wyjazd w tym terminie mimo obaw że może za wcześnie na wyjazd bo jak sami wiecie pogoda ostatnio płata nam figla z temperaturami powyżej zera i brakiem opadów śniegu ( ale Dolomity to w końcu wyższe górki )

Wyjechaliśmy z Legnicy 05.12 około 12.30 w nocy, pakowanie było krótkie , naszym zamierzeniem było jak najwcześniej przeskoczyć punk newralgiczny jakim jest obwodnica Monachium, udało nam się :) potem przeżyliśmy szok  po drugiej stronie na granicy auta jadące z Włoch do Austrii (Brennero) utknęli w wielokilometrowym korku (była godzina około 9 rano) granica była sprawdzana skrupulatnie , szukali  nielegalnych imigrantów . Po tym co zobaczyliśmy postanowiliśmy  wracając w następna sobotę, że wyjedziemy z Predazzo około 12-1 w nocy licząc na szybszy przejazd bez stania w kolejkach.

No i przyjechaliśmy do Pradazzo jadąc przez Ora Egna  jest trochę dalej  ale mniej zakrętów.

Pierwsze wrażenia : hmmmmmmmmmmm  strach :) temparatura +10 , śniegu nie widać nawet na szczytach patrząc z  Predazzo, jak to dalej bedzie? . Dopiero spotkanie z sympatycznymi gospodarzami rozwiało nasze wątpliwości . Dowiedzieliśmy się, że  po pierwsze to na śnieżono około 50-60% tras i że warunki są bardzo dobre , Ula i Paweł gospodarze (którzy zajmują się narciarstwem zawodowo, są instruktorami) zajmą się nami i powiedzą nam gdzie jechać i że będą z nami w ośrodkach i na trasach, załatwili nam skipassy 5+1 (mieliśmy zamiar przejechać) Sellaronde , były tańsze bo przed sezonem (172 Euro). Zaplanowaliśmy, że będziemy w 4 ośrodkach ,wybralismy za radą  Pawła i Uli czyli Obereggen, Bellamonte, Alpe Cermis, Sella Ronde. Świadomie odpuściliśmy sobie ośrodek San Pellegrino , który mimo sentymentu jakim go darzyliśmy , był słabo przygotowany do sezonu (mało tras naśnieżonych). Apartamenty które wynajęliśmy były ok , pierwszego dnia odpoczynek po podróży, spacer wieczorny w Pradazzo  , było ślicznie świątecznie i kolorowo:) .

A następnego dnia wcześnie rano około 7 zaczęło się przygotowanie do wyjazdu do Obereggen, ośrodek, który jak zapewniali Ula i Paweł był najlepiej przygotowany (trasy około 70%). No i nareszcie pierwsze zjazdy , jest super warunki doskonałe, trasy szerokie, ludzi niewielu, stania nie ma w kolejkach, czyli bajka:). Paweł i Ula są super uczą i wskazuje błędy które popełniamy (mimo że nie muszą nikt im nie zapłacił ale odzywa się w nich żyłka instruktorska:)).

Jeździmy po wszystkich trasach które są dostępne . Byliśmy na szczycie Tresco i Angello zjechaliśmy z nich czerwonymi trasami potem do Obereggen i znowu kierunek Gardone i znowu Obereggen i tak mogliśmy cały czas, a czas leciał :), były oczywiście momenty na przerwę i podziwianie widoków.

Jeździliśmy aż do upadłego do 15.00 godziny, potem powrót do samochodu i na kwaterę.                                                           Następnego dnia 07.12  wybraliśmy się  do ośrodka Bellamonte , bardzo fajnie przygotowane trasy niebieskie lajtowe , czerwone super i tak jak w Obereggen  mało ludzi dużo zjazdów. Jeszcze wspomnę o kocie białym jak śnieg w pobliskiej knajpce wyleguje się  od 10 lat i zawsze wita i łasi się ciekawe czy nauczył się szusować na nartach w końcu to 10 lat w ośrodku narciarskim:).   

Szkoda tylko, że zjazd na Laste był zamknięty i nie można było poszusować z niego ale szusowaliśmy między El Zirmo a Valboną .                                                                                                                       

Trzeciego dnia 8.12 postanowiliśmy pojeździć w ośrodku Alpe Cermis i nie będę się powtarzał  było fajnie i sympatycznie warunki ok . Czwartego dnia 09.12 wróciliśmy ponownie do Obereggen bo tam ze względu na ilość tras było najfajniej. Sellaronde zrobiliśmy 10.12 w czwartek wstaliśmy wcześnie rano bo musieliśmy dojechać kawałek z Predazzo do Campitello di Fassa. Wjechaliśmy pierwszym wjazdem , wiedzieliśmy że nie objedziemy całego Sellaronde , ponieważ nie było połączenia i tras między Arrabą a Canazei. Pojechaliśmy pomarańczową trasą . Niestety musieliśmy kombinować bawiąc się w objazdy bo nie wszystko było czynne ale udało nam się dojechać do Arabby i chyba tylko dzięki pomocy Uli i Pawła bo my na pewno byśmy się pogubili. Widoki no cóż można pozazdrościć i tego się nie opowie to naprawdę warto zobaczyć. No i ostatni dzień ponownie zadecydowaliśmy jazdę w Obereggen  może dlatego że czuliśmy się tu najlepiej w całym naszym pobycie.

Powróciliśmy do Legnicy w sobotę 12.12 bez kłopotów spełnieni zadowoleni mając świadomość  (oby nie), że jak tak dalej będzie pogoda płatać nam takie  figle (plusowe temperatury zimą) to może być nasze jedyne szusowanie w tym sezonie (patrzyliśmy na holiday info i nie napawa to optymizmem (Passeky, Rokitnica itp:) bo nawet jak gdzieś tam otworzą traske z jedną lub dwie to chcących poszusować będzie wielu a stanie w kolejkach 20-40 minut to horror i znowu zatęsknimy do normalnych warunków.

To tyle mam nadzieję, że za bardzo nie przy nudziłem tą relacją i ponieważ jest to moja pierwsza relacja proszę o wyrozumiałość. Mam nadzieję  że spotkamy się na stokach szusując tu i tam :)

Wszystkim życzę  Wesołych Świąt

 

ps: szkoda ,ze nie mogłem umieścić 2 filmików ale były powyżej 32MB

Załączone miniatury

  • DSC_0379 PIERWSZY DZIEŃ OBEREGGEN.JPG
  • DSC_0384JAK CO ROKU WITA NAS MASKOTKA BELLAMONTE.JPG
  • DSC_0395 ACH TE WIDOKI.JPG
  • DSC_0420 ARMATKI CAŁY CZAS ŚNIEŻYŁY NA TRASACH.JPG
  • DSC_0421.JPG
  • DSC_0453 CAVALEZE -NA ULICACH SZOPKI.JPG
  • DSC_0466 CAVALEZE  ŻYJE ŚWIĘTAMI .JPG
  • DSC_0472 SELLARONDE URZEKA WIDOKAMI.JPG
  • IMG_1812 MAGDA I DAREK PREDAZZO-OBEREGEN.JPG
  • IMG_1814 IWONA JA , DAREK PREDAZZO-OBEREGEN.JPG
  • IMG_1816 OŚRODEK BELLAMONTE.JPG
  • IMG_1823 OŚRODEK BELLAMONTE.JPG
  • IMG_1830 OŚRODEK BELLAMONTE JA I MOJA LEPSZA POŁOWA .JPG
  • IMG_1838 MOŻNA NAWET LEŻEĆ W WAGONIKU TAKI TŁOK.JPG
  • IMG_1846.JPG
  • IMG_1858 ALPE CERMIS.JPG
  • IMG_1864 ULA Z PAWŁEM I NASZA CZWÓRKA.JPG
  • IMG_1866 ALPE CERMIS.JPG
  • IMG_1871 W WOLNYCH CHWILACH PASALIŚMY OWIECZKI .JPG
  • IMG_1878 I ZNÓW BELLAMONTE.JPG
  • IMG_1893 TŁUMU NIE MA  .JPG
  • IMG_1896.JPG
  • IMG_1903 SELLARONDA.JPG
  • IMG_1911 SELLARONDA.JPG
  • IMG_1912 SELLARONDA.JPG
  • IMG_1915 TRASY I GÓRY Z OKIEN WAGONIKA.JPG
  • IMG_1922.JPG
  • IMG_1931 CHWILA ODPOCZYNKU PO OBJECHANIU SELLARONDA.JPG
  • IMG_1943 ULA TRZASKA ZDJĘCIE A MY ZADOWOLENI PO OBJECHANIU SELLARONDE.JPG
  • IMG_1947 STRACH JECHAĆ SAMEMU W TAKIM WAGONIE.JPG
  • IMG_1948 WIDOK Z GÓRY NA CAMPITELO.JPG
  • IMG_1959.JPG

  • 11


#56415 Sobotni Kasprowy

Napisane przez marecki w 31 March 2014 - 13:53

Kuba w innym temacie narzeka że tu cicho, a my śmigamy w polskich górkach że hej.  Jazda wyśmienita, pogoda piękna i widoczki również.

Poniżej kilka zdjęć z sobotniego pobytu na Kasprowym. Oba kotły czynne, do południa Gąsienicowy a popołudniu Goryczkowy.

Przepraszam za jakość zdjęć, robione komórką więc sami rozumiecie.

Załączone miniatury

  • DSC00084.JPG
  • DSC00092.JPG
  • DSC00101.JPG
  • DSC00102.JPG
  • DSC00137.JPG
  • DSC00139.JPG
  • DSC00142.JPG
  • DSC00111.JPG
  • DSC00147.JPG
  • DSC00150.JPG
  • DSC00151.JPG

  • 11


#56293 UTAH 2014

Napisane przez jan koval w 24 March 2014 - 15:34

Troche z opoznieniem, dziekuje Jabol za pomoc

 

A wiec do dziela

pierwszy tydzien marca spedzilismy w Utah.

 

Wynajelismy dom w Brighton - mala miejscowosc, ale  niesamowite drzewa (tzn jazda w nich), oraz bardzo trudne sekcje osrodka. ostatnio tam jezdzilismy chyba z 14 lat temu - milo sie rozczarowalismy

zwlaszcze ze takie widoki byly na porzadku...czestym

 

 

med_gallery_4168_300_2648733.jpg

 

A w gorach to wygladalo tak: Tu nizej podpisany ze starsza corka i John'em - naszym przyjacielem

 

med_gallery_4168_300_199322.jpg

 

 

niesamowite w Utah jest to, ze nastepny dzien moze byc zupelnie inny - to zdjecie jest w nastepnym dniu po poprzednim

 

med_gallery_4168_300_539260.jpg

 

a nastepnego dnia......................snieg!!!!!!!!! Swietnie!!!! oby wiecej!!!!!

 

med_gallery_4168_300_576826.jpg

 

Ten samochod zostal zaparkowany 2 dni przed zrobieniem  zdjecia - zapytalem Pana, czy sie zgodzi na zdjecie i udzielil mi szczegolowej info

 

med_gallery_4168_300_983373.jpg

 

 

 

w wiekszosci osrodkow w Utah mozna jezdzic, gdzie tylko dusza ( i fantazja)  zaprowadzi

W naszym przypadku - uzywamy tras wylacznie do dojazdow....

co widac  na zdjeciu mojej mlodszej

 

med_gallery_4168_300_269825.jpg

 

 

Snieg w Utah jest nazywany "the best snow in the World"

I cos w tym jest

 

 

med_gallery_4168_300_490905.jpg

 

 

 

w jednej z restauracji, w "przedsionku" mozna spotkac wystawe pierwszych snowboard'ow

 

(specjalnie to zdjecie dalem w wiekszej rozdzielczosci)

 

gallery_4168_300_579654.jpg

 

 

 

Chociaz na snowboard'ach jezdzimy rzadko, ale wystawa jest interesujaca...

 

 

Zdjecia z samej jazdy beda w nast odcinku

 

 

jedno z  czarujacych miejsc - Alta

 

trailmap_large.jpg

 

 

 

 

A tu  Snowbird - ten Cirque u gory jest niesamowity -  po drugiej sronie grani The Cirque odbywaja sie zawody w Extreme skiing

 

801010.jpg

 

 

Maly osrodek, ale  z doskonal;ym terenem - Brighton

 

brighton01.jpg

 

 

I wreszcie Solitude

 ze slynnym  Honeycomb Canyon

W piatek (pierwszy piatek miesiaca marca) , z moimi dwoma corkami, wpadlismy  rano, jako  jedni z pierwszych, do tego canyon'u po  nocnym opadzie ok pol metra......

Prulismy   w puchu jak 3 motorowki......

large.jpg


  • 11


#56132 Zillertal 2014 - Fotorelacja LIVE :)

Napisane przez AdamSlask w 17 March 2014 - 18:51

Skoro LIVE to spieszę z kolejną porcją zdjęć! Właśnie nawadniamy organizmy i smarujemy przysmażone twarze - bo pogoda wynagrodziła wczorajszą wpadkę z nawiązką! Zobaczcie jak prezentowało Gerlos : 

pre_1395077879__rimg0093.jpg

pre_1395077923__rimg0105.jpg

pre_1395077944__rimg0113.jpg

pre_1395077997__rimg0134.jpg

pre_1395078081__rimg0147.jpg

pre_1395078208__rimg0149.jpg

pre_1395078243__rimg0199.jpg

pre_1395078271__rimg0201.jpg

LUSTI sprawują się znakomici zdobywając coraz więcej fanów : 

pre_1395078301__rimg0206.jpg

Oby jutro zdjęcia były równie "nudne"  :narciarz:


  • 11


#46774 Wspomnienia z kursu pomocnikow - Turbacz 69'

Napisane przez o_andrzej w 23 January 2013 - 20:47

Zachecony przez niektorych po moim wpisie o dawnej Gubalowce, majac sporo wolnego czasu, popisalem troche o innym, bardzo dla mnie waznym, pobycie. Turbacz 69' i bajkowy kurs pomocnikow instruktorow PZN. Wtedy wspolczesna dzis organizacja SITN nie istniala, nie bylo roznego rodzaju instruktorow procz: pomocnika instruktora, instruktora i najwyzszy szczebel - instruktora wykladowcy PZN. Troche dlugi tekst wyszedl. Bedzie dla wnukow, o ile forum przezyje. :) Nie ma obowiazku czytania. :)


To były, narciarsko rzecz biorąc, moje najbardziej intensywne lata. Ferie na Gubałówce w sezonie 67/68 opisane w innym wątku, mój pierwszy kurs narciarski na Hali Chochołowskiej w grudniu 68', kurs pomocnika instruktora PZN w marcu lub kwietniu 69', tzw. "rozjeżdżanie instruktorów", a więc specjalny kurs doszkalający instruktorów w Szczyrku w grudniu 70 (to tam usłyszałem po raz pierwszy w radio o wydarzeniach w Gdyni) i wreszcie kurs instruktorski w Suchej Dolinie w marcu lub kwietniu 71. Daty nie są zbyt pewne, niektóre wspomnienia się zacierają, inne mieszają, ale wciąż wiele pamiętam. O wiele więcej niż z późniejszych nartowań tu i tam. Dlaczego tak? Bo na starość dobrze pamięta się przeżycia z młodości, zwłaszcza te dotyczące ważnych dla nas spraw, a narty i narciarstwo na pewno takimi dla mnie były. ;)

Jednym z uczestników kursu na Hali Chochołowskiej był niejaki Pasek (imienia nie pomnę, chyba Andrzej), nauczyciel geografii w jednym z krakowskich liceów. To on wymyślił a później zrealizował kurs pomocnika instruktora dla większości uczestników kursu na Hali Chochołowskiej. Warunkiem uczestnictwa było zapewnienie, że zgłosimy się jako przyszli instruktorzy do nauczania młodzieży na kursach organizowanych przez Paska w przyszłości. Oczywiście ochoczo przystaliśmy na wszelkie warunki, bo cena uczestnictwa na tym nieco prywatnym kursie pomocników, była bardzo korzystna.

Kurs odbywał się na Turbaczu, chyba w marcu 69' i trwał blisko dwa tygodnie. Prowadził go instruktor wykładowca Stanisław Tatka z Krakowa, jedna z legend polskiego narciarstwa. Znakomity narciarz, pedagog, piękny, przystojny, przynajmniej w opinii moich koleżanek, 40-45 letni wówczas mężczyzna i świetny nauczyciel. Jakże pięknie jeździł. Lód, kopny śnieg, ciężki gips - żaden problem, wszędzie przejeżdżał tym swoim płynnym, eleganckim śmigiem. W jednym rytmie i stylu. O tym, ze łatwo nie było przekonywaliśmy się próbując go naśladować, zwłaszcza na lodzie, gdzie nasze narty niemiłosiernie rozjeżdżały się we wszystkich kierunkach a my "ratowaliśmy" życie.

Do Rabki udaliśmy się autobusem, a stamtąd, po wielu godzinach marszu, trochę zapadając się w śniegu, obciążeni sprzętem dotarliśmy do schroniska na Turbaczu, najwyższej górze Gorców. To duży zbudowany z kamienia obiekt, (poprzednie schronisko spaliło sie w czasie wojny) oferujący ponad 100 miejsc do spania. Dziś podjeżdża tu jeep czy inny łaz, ale wtedy schronisko, o ile dobrze pamiętam, zaopatrywane było przez wóz ciągniony przez dwa... osiołki. Do najbliższej miejscowości jest stąd kilka godzin marszu, prawdziwa zimowa samotnia wśród gór i lasów. I znów trafiła nam się piękna zima. Niewielki mróz, mnóstwo śniegu, który dopadał kilkakrotnie w czasie naszego pobytu. Ćwiczenia odbywały się na niewielkiej polanie obok schroniska, niespecjalnie stromej, ale wystarczającej do nauki. Wyciąg, wiadomo - wyrwirączka, która zniszczyła niejedne rękawiczki i spodnie. Co to był za cudny czas. Rano pobudka, śniadanie z obowiązkową owsianką z mlekiem. Później zajęcia na polanie aż do obiadu. Po obiedzie powrót na polanę. Instruktor pokazywał, uczył, poprawiał. Był cierpliwy, ale stanowczy i wymagający. Obwiązywała wtedy w nauczaniu szkoła austriacka z tzw. kontrotacją. Dziś uważana za przegięcie i ślepą uliczkę, wtedy stanowiła kanon. Zresztą był to jej łabędzi śpiew, bo już wkrótce wyparta została przez słynną francuską avalement. Ale na szczęście Tatka nie ograniczał się w nauczaniu do tej jednej techniki skrętu. Pokazywał i uczył nas techniki rotacyjnej (szkoła francuska), kristiani z odbicia, jazdy w puchu, po muldach i calego wachlarza różnych innych sposobów i sposobików. Sam zresztą jeździł techniką, którą trudno było jednoznacznie zaklasyfikować, a jak wiadomo w nauce jeżdżenia na nartach, przykład gra ogromną rolę. Nigdy w życiu nie nauczyłem się tyle z narciarstwa co wtedy. Pod tym względem, późniejszy kurs instruktorów wypadł dużo, dużo gorzej. No ale nie prowadził go maestro Tatka.

Po kolacji odbywały się zajęcia teoretyczne. Tatka tłumaczył, rysował, uczył. Nie tylko teorii jazdy, ale tego wszystkiego co powinien wiedzieć przyszły instruktor, a wiec znajomości gór, lawin, pierwszej pomocy. Muszę się pochwalić, że i ja, jako student pierwszego roku fizyki, wytłumaczyłem mojemu guru to i owo z rozkładu sił działających na narciarza w czasie skrętu, wektorów, pędów i ich momentów. :) A późnym wieczorem, codziennie, obowiązkowo spotykaliśmy się na tańcach. Tatka twierdził, że to najlepszy sposób na relaks i odprężenie mięśni. Nie protestowaliśmy, jak się można łatwo domyślić. :) Wśród uczestników, a większość z nas miała wtedy 18-19 lat, było mniej więcej tyle samo młodych mężczyzn co kobiet. Jedną z uczestniczek była Małgosia Tatka, świetnie jeżdżąca córka naszego idola. Ładna, zgrabna, miła i... piegowata, trochę od nas młodsza. Spotkałem ją po latach, gdzieś w okolicy połowy lat 90-tych, już jako dorosłą, zamężną i dzieciatą kobietę. Niewiele się zmieniła. Wiele opowiadała o swoim, wciąż żyjącym i dobrze się mającym ojcu. Przez wiele lat, już jako 70-latek prowadził słynne wyrypiaste rajdy tatrzańskie, m.in. na Zawrat, wciąż uczestniczył w zawodach narciarskich dla instruktorów. Codziennie gimnastykował się przez co najmniej godzinę. Niesamowity człowiek.

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Kończył się też nasz cudowny, bajkowy kurs na Turbaczu Anno Domini 1969, przeprowadzony w sercu pięknych Gorców. Jeszcze tylko egzamin, teoretyczny i praktyczny, niezbyt wymagający. Wszyscy nieźle jeździliśmy i przede wszystkim wszyscy przeszliśmy przez jego, maestra, ręce. Nikt nie oblał. Pakowanie, zejście do Rabki a może Nowego Targu i smutny powrót autobusem z krainy bajki do szarej krakowskiej rzeczywistości.
  • 11


#25485 Wyprawa podhalańska, czyli Trzech Króli w sześciu chłopa.

Napisane przez kiedar w 07 January 2011 - 22:46

Na wstępie pragnę wyjaśnić, iż mój post przedstawi jedynie relacje z Białki i Jurgowa, a posty pozostałych śmiałków zaprezentują cały długi weekend narciarski na Podhalu.

Dzień 1

AD 2011 dnia 5 stycznia o godzinie 6:30 w mroku i mrozie (na początek -6), dwóch panów (Pazur i Kiedar) połączyło się telefonicznie w celu wspólnego kolędowania do matecznika narciarzy leni - Białki Tatrzańskiej. Po ustaleniu strategi przejazdu wsiadamy w auta i "mkniemy" do Białki pod moim przewodnictwem, jednak Pazur znudzony monotonią podróży, tuż przed Myślenicami wyrywa do przodu i pędzi na spotkanie przygody narciarskiej co koń (mechaniczny) wyskoczy, pozwalając mi jednak w New Targu przejąć prowadzenie - jak się okaże tylko dlatego, że z lenistwa nawet na drogowskazy nie chciało się mu patrzeć. Dzięki niesłychanemu pędowy Pazura do nart w piękny, mroźny (-15) poranek, meldujemy się na parkingu pod Banią. Okazuje się, że przed nami na parking zdążyła zawitać jedynie barierka rezerwująca miejsce dla inwalidów. Jednak by w wigilie Trzech Króli nie być tylko we dwóch, stawiamy Fana na nogi i o godzinie 8:55 w składzie Pazur, Fan, Syn Fanowy, Kiedar wyruszamy na podbój Białki.

No i w zasadzie w tym momencie było już po emocjach:

- sztruks i dobrze przygotowane stoki na całej Kotelnicy


- było tak nudno, że jeden facet to nawet książkę czytał na orczyku (niestety kryminał, nie żadną pozycję narciarską z której mam działkę :zab:) by podnieść sobie adrenalinę.


- gdy na dole tłum do kanapy był już 40 minutowy


my na spokojnie obracaliśmy orczykiem z dołu do góry.

O godzinie mocno po 13-stej stwierdziliśmy, że pora zjechać na dół, by wypić kawę, kupić oscypka, strzelić pamiątkowe fotki



i udać się każdy w swoją stronę - tzn Pazur do domu, ja dzięki uprzejmości Pawła i jego rodzinki na super kwaterę i jak przystało na Trzech Króli, iście królewski obiad u przesympatycznej i miłej Pani Beaty
(dla zainteresowanych, jeśli Paweł pozwoli, namiary kwatery z super jedzeniem zdradzimy na PW).

Po obiedzie 2 godziny dla słoniny i o 18:50 meldujemy się w Jurgowie, ale z racji, że jest z nami 6 letnia narciarka, a my stoku nie znamy zupełnie wracamy do Białki i korzystając z kanapy na Banię, a potem z 3-osobowej na Kotelnicę (bo na szóstce był dziki tłum, choć inne kanapy były bez kolejek) wytransportowaliśmy się na samą górę. Tam przyjęliśmy obraną do południa taktykę i nie odwiedzając dolnej stacji 2 godziny jeździliśmy non stop trasami wzdłuż wyciągu nr 10 gdzie nie było ani minuty przestoju w kolejce



O godzinie 21:30 już mocno zmęczeni i nieźle zmarznięci udaliśmy się na kwaterę, w celu spędzenia wieczoru na miłych pogaduchach i oczekiwaniu na zmienników Pazura - Jacka i jego syna, którzy po paru przygodach dotarli do Białki o północy w 19-sto stopniowym mrozie.

Dzień 2

Po przespaniu nocy w ciepełku, lekkim śniadaniu o godzinie 9 wyruszyliśmy do Jurgowa.

Na miejscu nie było jeszcze tłumów, na parkingu były wolne miejsca jeszcze w jego pierwszej części, spokojnie zakupiliśmy bilety i orczykiem wyjechaliśmy w górę. Pogoda była jeszcze piękniejsza niż dnia pierwszego: mróz raptem -10, słońce i piękne widoki jakich chyba tylko Jurgów może dostarczyć. Trasy 1, 2 i czarna 5 przygotowane dobrze, choć o dziwo w gorszym stanie niż dzień wcześniej w Białce o 18:30.
Trasa nr 3 przywitała nas "kartofliskiem" tzn grudami zmielonego lodu (o średnicy około 2-3 cm) na całej szerokości trasy i tak mniej więcej na połowie jej długości.



Tłum jednak gęstniał z minuty na minutę, ku naszemu zdziwieniu zaczęli zjeżdżać nawet Słowacy, ścisk i tłok, oraz pęd do krzesła był taki, że na koniec narty trzymaliśmy w kolejce już w rękach, by nie zmasakrowali ich kolejkowicze za nami



O 12:30 postanowiliśmy zrezygnować z towarzystwa tak "miłych" gości ośrodka i udaliśmy się ponownie na kwaterę.

Po wypiciu kawy, solidnej dyskusji o warunkach i wrażeniach z dnia dzisiejszego, ja udałem się do Krakowa, a panowie zostali na dalsze wspólne odkrywanie podhalańskich stoków.

Na koniec relacji bardzo dziękuję wszystkim spotkanym forumowiczom, tj Fanowi i jego rodzinie, Pazurowi i Vanowi z synem. Panowie jazda z Wami na nartach to sama przyjemność bez względu na temperaturę :uklon2:
  • 11


#25383 Wisła - Cieńków

Napisane przez barcel w 05 January 2011 - 17:59

Witam Grono Szanowne!

Będzie to nie tyle opis stoku i warunków na nim panujących ale bardziej opis dojazdu mego do wyżej wymienionego stoku.
A więc zaczynajmy. Wstałem sobie raniutko, tak około 4.30, zjadłem, ubrałem gacie, spakowałem butki narciarskie do szkolnego plecaka (do dziś nie wiem jak one się tam zmieściły), skleiłem narty taśmą papierową coby się nie rozjechały w podróży i wyszedłem na z domku o 5.00. o 5.18 wtoczyłem się do autobusu linii 870 i o godzinie 6.00 wysiadłem w Katowicach. o godzinie 6.40 miał przyjechać pks. O 1.40 z głośników idzie komunikat: "PKS do Wisły o 7.10 zostaje odwołany. Oczekuje się na przyjazd autobusu o godzinie 6.40". Oczekiwało się do 8.00 na kilkunastostopniowyn. Nie przyjechał.
Razem ze mną oczekiwał chłopiec i dziewczynka (para w sensie, ona ładniutka nawet o przyznać trzeba), chłopiec oddalił się nagle i namacał prywaciarza z busikiem, chwyciłem narty pantofle w plecaku i pobierzyłem do tegoż busu. Jak bym się spóźnił 30 sekund to bym stał całą drogę do Wisły.
Wylałem się busu w Wiśle. Poleciałem na pks. Nic ciekawego nie znalazłem. Patrze w moim kierunki idzie parka, pytam się: "jak to na nowe osade?" na co ona: "nie wiem. ale mamy nagraną taksówkę na cieńków z trzy dyszki, jedziesz z nami?" beż myślenia odparłem: "JASNE!"
Wysiadłem pod stokiem o 10.19. Przebrałem się. Idę do chłopca, albowiem stał on w kolejce po karnety, mówi mi że jest możliwość odkupienia od kolesi karnetów do godz 14.00 z 50 zł. Odkupiliśmy. Nawisem mówiąc dostałem w kasie jeszcze dyszkę kaucji. Pod wycię giem stałem o 10.30. O stoku nie będę się rozpisywał, tak sobie momentami wyłaził lut. Z drugą wywrotką jak się wyłożyłem to mi się śnie wbił pod gogle.
Po zabawie się przebrałem, pytam się parkingowego gdzie to przystanek pksu, na co On: " a to tam 300 metrów w prawo"> dotarłem tam, tyleż to był przystanek w kierunku Szczyrku a nie centrum Wisły. Wracam. Po około kilometrze iścia beż pobocza znalazłem upragniony przystanek. Autobus przyjechał po około 15 minutach, czyli o 14.56. Miły kierowca na moje pytanie czy to autobus do centrum Wisły odwarknął: "no jade przecież..... TRZY DWADZIEŚCIA!!!!!!! " po czym przytrzasnął mi plecak drzwiami i zostawił mi ładną rysę na kasku. Wytoczyłem się koło dworca pks, pognałem na dworzec pkp, a tam miła niespodziewanka promocja na intersity do Katowic za całe 13 zł. W pociągu herbatka, ciasteczko normalnie eleganja. Dalsza część podróży minęła bez przebojów.
Koniec końców na jamę dotarłem o 19.14.
Wszystko było bo fajnie gdyby nie stosunek czasu przejazdu do czasu jazdy na nartach
ps. miałem tego wszystkiego nie pisać ale AdamŚląsk powiedział że historia mu się bardzo spodobałai żeby ją opisał a więc opisuję.
ps2. cała historia działa się dnia 30 stycznia roku pańskiego anno domini 2010
Żeby nie było, że wszystko wyjąłem sobie z... z... kulturalnie mówiąc wyssałem z palca dodaje 2 zdjęcia.
Pozdrawiam Adam

Załączone miniatury

  • Foto(017).jpg
  • Foto(018).jpg

  • 11


#49324 Osstirol - relacja

Napisane przez egregor w 19 March 2013 - 06:39


Na początek parę liczb. Dla dzieciaków były to zarówno najdłuższe dystanse na nartach (165km) jak i najwyższy szczyt – Mölltaler Gletscher – 3120m – przy okazji również pierwszy lodowiec. W ciągu 6 dnijeździliśmy 58 wyciągami i kolejkami linowymi. Na miejscu zaliczyliśmy ośrodki Grossglockner Kals-Matrei (2621m), Lienz Zettersfeld (2278m), Mölltaler Gletscher (3120m).

Transport

W Polsce jechaliśmy autostradami A1 i A2 (29.90 i 32 PLN). Dalej niemieckimi i austriackimi (winieta 8.40 EUR). Czego nie przewidzieliśmy do przejazdu tunelem Felbertauern w cenie 10 EUR w jedną stronę :). Koszt paliwa w Niemczech – 1.61 EUR / litr), w Austrii – 1.38 EUR. Podczas całej wycieczki (wliczając w to dojazdy na miejscu) przejechaliśmy 3260km. Średnie spalanie 7 litrów.

Nocleg

Dołączona grafikaNocowaliśmy w Gästehausie Jörgerhof, w miejscowości Welzelach, 4km od Virgen. Miejscówka spokojna, położona na wysokości 1200m, z pięknym widokiem na ośnieżone szczyty Alp. Gościnni właściciele, obfite śniadania. Brak TV zrekompensowany szybkim internetem. Do najbliższego ośrodka narciarskiego – Grossglockner Kals-Matrei mieliśmy 10km, parę minut autem. Do Lienz 30km, na lodowiec Mölltaler 90km.

Konsumpcja

W lokalnych sklepach (Lidl, Billa, Hofer) ceny jak w Polsce. Na stokach ceny zróżnicowane, ale drożej niż rok wcześniej na Zillertalu. Cola 0.25 2.50 EUR, Germknödel 4.5 EUR, Gulaschsuppe 4.2 EUR, Kaiserschmarrn 7.80, wszystkie porcje ogromne. Lokalne piwo w sklepach od 0.5 EUR ;).


Dołączona grafika
Dołączona grafika

Dołączona grafika



Pogoda

Pierwszy dzień (Kals-Matrei) to zachmurzone niebo, ale bezwietrznie i w miarę ciepło (temp. koło 0). Kolejny dzień to słońce i -5 na lodowcu Mölltaler. Trzeciego dnia piękna pogoda w Lienz. Kolejny dzień w Lienz przyniósł mgłę i widoczność na 2m, ale z przejaśnieniami (po południu było już bardzo ładnie). W przedostatnim dniu ponownie Kals-Matrei, mróz około -5, słoneczko i dość mocny wiatr, który szczególnie doskwierał po stronie Kals. Na deser, szóstego dnia, ponownie Lienz Zettersfeld, temp. na górze -14, ale słońce przez cały dzień. Na dole wszędzie temperatura na plusie, wieczorami lekki mróz.

Rozkład jazdy
  • 1 dzień Kals-Matrei – przejechane 30km
  • 2 dzień Mölltaler – 20km
  • 3 dzień Lienz Zettersfeld – 33km
  • 4 dzień Lienz Zettersfeld – 26km
  • 5 dzień Kals-Matrei – 30km
  • 6 dzień Lienz Zettersfeld – 27km
Grossglockner Kals-Matrei

Połączone ośrodki w Kals i Matrei. Najwyższy szczyt Cimaross (2621m). Po stronie Matrei bardzo fajne trasy niebieskie, oplatające górę i przecinające trasy czerwone. Po stronie Kals jedna długa trasa niebieska, prowadząca z samej góry do Matrei. Byliśmy świadkami zasypania części trasy niebieskiej (10) przez lawinę.

Dołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafika

Lienz Zettersfeld

Świetne, długie i szerokie trasy niebieskie. Czerwone również ciekawe, do tego stopnia, że dzieciaki chciały nimi jeździć. W połowie drogi do dolnej stacji świetna knajpa Mecki’s.

Dołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafika

Mölltaler Gletscher

Lodowiec, o wiele bardziej przyjazny niż Hintertux. Temperatura około -5. Słoneczko. Świetne trasy nie tylko dla rodzin z dziećmi. Wjazd na 2200m podziemną koleją torową (tak, tak, jak metro ;).

Dołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafika

Jak tylko znajdziemy czas i złożymy do kupy materiał wideo (20gb kręcone z kasku ;) to oczywiście wrzucimy go na nasz profil na Youtube.

Relacje z poszczególnych dni tutaj: http://narty.e-grego...lacje-ze-stoku/

  • 10


#61153 La Plagne - Paradiski, Wielkanoc 2015

Napisane przez J@n w 17 April 2015 - 12:35

gallery_10_349_346023.jpg

 

Tym charakterystycznym zdjęciem najwyższej alpejskiej góry chciałbym rozpocząć opowieść o ośrodku,

który w latach 60 ubiegłego stulecia rozpoczął proces umasowienia  narciarstwa w Alpach Francuskich. 

To właśnie tutaj na górskim pustkowiu 1980m. n.p.m  postawiono pierwsze wieżowce Plagne Centre

gallery_10_349_456429.jpg

 

i w dolince obok 1920m. Plagne Bellecote

gallery_10_349_108539.jpg

 

 Aime na 2100m. n.p.m

gallery_10_349_340094.jpg

 

w połowie lat 80 wymarli architekci poprzedniej epoki i zaczęto budować wzorując się na starch sabaudzkich wioskach

 

Belle Plagne

gallery_10_349_542607.jpg

 

Plagne Villages ( 1 plan) i Plagne Soleil

gallery_10_349_10792.jpg

 

tyrolskiej wioski to i tak nie przypomina ale każdy budynek ma bezpośrednie wyjście na śnieg

 

Szczęśliwie mieszkaliśmy w najwyżej położonym budynku Plagne Villages na 2125m

gallery_10_349_91125.jpg

 

za oknem tylko góry, trasy i wyciągi

 

gallery_10_349_423233.jpg

 

narty zapinaliśmy pod drzwiami

gallery_10_349_410810.jpg

 

w pierwszym tygodniu mocno zimowa pogoda

gallery_10_349_416304.jpg

 

z przejaśnieniami

gallery_10_349_302405.jpg

 

ale także chwilami totalnej zadymy przy minusowych temperaturach

gallery_10_349_17268.jpg

 

2 Tydzień to LAMPA TOTALNA

gallery_10_349_160849.jpg

 

ale rano zawsze dobry zmrożony śnieg

gallery_10_349_156687.jpg

 

dało się zjechać nawet na 1200m ale po południu poniżej 1800m już robiło się grząsko

gallery_10_349_314288.jpg

 

i można było posiedzieć na balkonie

gallery_10_349_311802.jpg

.

gallery_10_349_155275.jpg

 

gallery_10_349_280326.jpg

 

 

http://www.kochamnar.../349-la-plagne/

:)


  • 11